INFORMACJE

1. Zamieszczone tu opowiadania nie są moją własnością, ja je tylko tłumaczę.
2. Zawsze staram się napisać wiadomość do autora z prośbą o zgodę na tłumaczenie.
3. Notki będą pojawiały się co dwa tygodnie (najprawdopodobniej w weekend).
4. Jeśli już przeczytałaś/eś zrób mi tę przyjemność i zostaw komentarz. Chciałabym wiedzieć czy to, co robię podoba się Wam i co mogę zmienić, żeby było lepiej.

Megan

wtorek, 12 lutego 2013

3. Cień

Tak jak obiecałam, zabieram się za tłumaczenie. Następny tekst będzie gotowy w ciągu najbliższych dwóch tygodni. 

Megan

___________________

Tytuł: Shadow
Autor: Opera777
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8149755/1/Shadow

___________________



      Była tam, gdzie zawsze wolała być tego dnia. Klęczała w śniegu przy obsydianowej tablicy, ignorując ból w kolanach. W miejscach gdzie śnieg stopniał i przemoczył pelerynę szczypała ją skóra. To wszystko jednak było nieporównywalne z bólem w jej sercu.
- Tak bardzo za Tobą tęsknię, Severusie – rozległ się jej cichy szept – Czasem nawet nie wiem jak mi się udaje przetrwać kolejny dzień. Gdzieś tam głęboko cały czas czekam aż przejdziesz przez pokój albo zobaczę Cię pochylonego nad książkami w bibliotece. Cały czas mam wrażenie, że jesteś tam obecny. Tęsknię za tobą. Wiem, że to egoistyczne z mojej strony, ale czasem prawie chciałabym, żebyś został duchem. Nie byłabym wtedy taka samotna. Wiem, że nie powinnam nawet tak myśleć. Przepraszam. Masz prawo być w końcu wolnym od tego świata, wiem to. Minerva zapytała mnie czy nie chciałabym zastąpić Cię na lekcjach eliksirów. Cały dzień wypełniony Gryfonami i Ślizgonami z roczników od trzeciego do szóstego. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Mogę sobie wyobrazić Twoją reakcję. Nie wiem czemu Minerva nie pozwala połączyć klas. To by wszystkim ułatwiło życie, ale McGonagall i poprzedni dyrektor chcieli podążać za tradycją. Niestety dzień pełen uczniów jest najmniejszym z moich zmartwień.
- Miałam trudności nawet z dotarciem do klasy. Gdy tylko postawiłam stopę w korytarzu, jedynym o czym mogłam myśleć, byłeś Ty. Wręcz oczekiwałam, że nagle wyłonisz się zza zakrętu. Niemal czułam Twoje ramiona oplatające moje ciało i słyszałam Twój oddech. Oddałabym wszystko by znowu mieć Cię z powrotem. I tak stalibyśmy wtuleni w siebie, a cisza wokół nas powiadziałaby mi o czym myślisz. - Hermiona pociągnęła nosem i jedna duża łza potoczyła się po jej policzku. - Pamiętasz tę noc, gdy powiedzieliśmy: „Pieprzyć to wszystko.” i aportowaliśmy się w Paryżu? Spędziliśmy tam trzy dni i to była chyba najbardziej impulsywna rzecz jaką kiedykolwiek zrobiliśmy.
      Ciemna postać bezszelestnie przeszła przez cmentarz i zatrzymała się nieopodal płaczącej kobiety. Srebrna główka laski połyskiwała w świetle księżyca, gdy właściciel przekładał ją z ręki do ręki w geście zniecierpliwienia. Był tam, bo pamiętał o swoim przyjacielu, ale nie chciał odbierać tego czasu młodej kobiecie, która miała do tego takie samo prawo jak on. Gdy tak stał w ciszy, mógł usłyszeć jej szept niesiony mroźnym podmuchem wiatru:
- Po namyśle jednak... uważam, że to nasz pierwszy pocałunek był najbardziej impulsywny, niespodziewany. Po prostu się stało. W środku naszej kłótni. To była cudowna chwila. Wystarczyło, że o tym pomyslałam i już byłam gotowa, żeby rozpocząć pierwszą lekcję z Gryffindorem i Slytherinem - powiedziała łapiąc łzę spływającą po brodzie i nie zdając sobie sprawy z obecności drugiej postaci - Nie wiem nawet ile razy specjalnie trzasnęłam drzwiami. Po prostu chciałam, żeby było tak jak dawniej, jak wtedy, gdy byłeś ze mną. Klasa eliksirów wygląda teraz okropnie. Nowy Mistrz Eliksirów sprawił, że przypomina bardziej schronienie niż laboratorium. Wygląd składziku złamał mi serce. Próbowałam przywrócić mu taki wygląd, jaki powinien mieć według Ciebie. Wiem, że nie powinnam, bo on już nie jest Twój. Severusie, tak bardzo Cię potrzebuję. Potrzebuję, żebyś mówił mi, że jestem głupiutką kobietą i podstępnym Gryfonem. Kocham Cię tak bardzo, że nie mogę wytrzymać z bólu, gdy Ciebie nie ma.
- Poprosiłam Minervę, żeby pozwoliła mi porozmawiać z Twoim portretem, ale gdy już stanęłam naprzeciw niego, wybuchnęłam płaczem i nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa. Mogę niemal zobaczyć grymas niezadowolenia na Twojej twarzy. Naprawdę nie wiem co się stało z tą gryfońską odwagą na którą zawsze narzekałeś. Może to mój egoizm a może zwyczajne tchórzostwo. Po prostu nie chcę stawiać czoła całemu światu sama.
      Szlochając pochyliła się nad nagrobkiem i co chwila ścierała rękawiczką z twarzy błyszczące łzy. Postać stojąca za nią poruszyła się chcąc podejść bliżej, ale zamarła, gdy dziewczyna znów zaczęła mówić.
- Dla ciebie to pewnie jak urodzić się na nowo, prawda? - zapytał wybuchając śmiechem – Wiem, że prawdopodobnie śmierć była dla Ciebie czymś cudownym. Mam nadzieję, że jest Ci dobrze tam, gdzie jesteś i że będziesz czekał aż nadejdzie mój czas. Nie, nie zamierzam zrobić niczego niedorzecznego, czy może – jakbyś Ty to określił – gryfońskiego. Będę czekać na śmierć ogrzewając dni wspomnieniami o Tobie. Ale ty! Ty oślizgły draniu! Nie masz pojęcia jak bardzo trudne to będzie dla mnie. Przepraszam, wiem, że nienawidzisz być tak nazywany, ale tak bardzo mi Ciebie brakuje... Kocham Cię, Severusie Snape i nigdy nie przestanę.
      Hermiona po raz kolejny wybuchnęła nieprzerwanym szlochem nad grobem swojego męża. Jej płacz boleśnie rozdzierał ciszę. Poczuła na twarzy dotyk miękkiej chusteczki. Spojrzała w górę i napotkała wzrok jedynej na świecie osoby, która wiedziała o niej i Severusie.
      Nie miała nigdy lepszego przyjaciela niż on; był nawet świadkiem na ich ślubie. W te noce, gdy Lucjusz nie był wzywany do Czarnego Pana, przychodził do Hogwartu i siedział z Hermioną w kwaterach Snape'a, często cierpliwie wysłuchując jej pełnych strachu i frustacji pretensji. Posłała mu blady uśmiech.
- Tęsknię za nim, Lucjuszu – powiedziała, a łzy znów zaczęły kapać po jej policzkach.
- Ja też, Hermiono – odrzekł łapiąc ją za rękę – Wiem, że nie jestem nim, ale gdybyś mi pozwoliła...
      Przytaknęła wstając z jego pomocą. Rzucił ogrzewający i osuszający czar na jej ubrania i mocno otoczył ją ramionami. Przytuliła twarz do wgłębienia w jego szyi.
- Dziękuję – szepnęła – Dziękuję, że byłeś dla niego dobrym przyjacielem.
Ciii... - uciszył ją – Proszę zamknąć oczy pani Snape i pozwolić mi być tym kogo potrzebujesz.
      Przymknęła powieki i cofnęła się do czasów, gdy była asystentką swojego męża. Próbowali wtedy ignorować rodzące się w nich uczucia kłócąc się coraz głośniej i częściej. Trwało to do czasu aż nauczyciele zamknęli ich w składziku, ale to co uważali za bolesne zderzenie takich samych charakterów było tak naprawdę rozkwitającą już miłością. Właśnie wtedy, w tym sładziku, pocałowali się po raz pierwszy.
      I to było jak eksplozja. Miłość i namiętność rosły w nich w zastraszającym tempie. Śmiała się z głupstw, które popełniali, gdy nie byli w klasie. Przeszli długą drogę od szlabanów do randek. Czasem Severus przeklinał swój brak logiki, gdy widział, że Hermiona jest nim zainteresowana. Gdy została wybrana prefektem na szóstym roku, otrzymała połączenie z kominkiem profesora Snape'a i od tamtej pory mogli mieszkać razem pod samym nosem dyrektora. Severus cieszył się z oszukiwania starego przełożonego równie mocno jak z miłości Hermiony.
Dziewczyna wiedziała, że Snape był przekonany, że nie przeżyje wojny. Dlatego w jej osiemnaste urodziny poprosił ją o rękę w małej włoskiej restauracji w Londynie. Wyglądał wtedy tak młodo, gdy jego oczy jaśniały nadzieją i miłością do niej. Pokochała u niego ten wyraz twarzy i nie musiała długo czekać by znowu go zobaczyć. Pobrali się cztery miesiące później, pod koniec wiosny. Lucjusz był ich świadkiem i jedynym gościem. Pomógł nawet w kupnie sukni ślubnej i zorganizował im miesiąc miodowy w château we Francji. Wrócili do szkoły pod koniec Świąt Bożego Narodzenia i właśnie wtedy wszystko się zepsuło.
      Zaczęło się od Bellatrix, która zabiła dyrektora, co było zadaniem Severusa. Harry i Ron pojechali szukać horokusów, podczas gdy Hermiona została w zamku, w kwaterach Snape'a i patrzyła jak wszystko powoli upada. Była w rezydencji Malfoyów kiedy Harry i Ron zostali złapani. Nie widziała Lucjusza od dnia ich ślubu i wystarczyło na niego spojrzeć, żeby domyśleć się dlaczego. W nocy zszedł do lochów, złapał ją za rękę i błagał, żeby była silna, bo on i Severus robią wszystko co w ich mocy. Zobaczyła swojego męża dopiero, gdy uciekli z rezydencji. Spieszyli do biura dyrektora i mogła zobaczyć jak gaśnie blask w jego oczach, gdy na nią patrzył. Tej nocy trzymał ją tak mocno jak nigdy w życiu. Cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha, zupełnie jakby chciał wyryć to w jej duszy i sercu na zawsze. Przyrzekła mu, że nigdy nie pokocha nikogo oprócz niego. Dwanaście godzin później spotkali się we Wrzeszczącej Chacie i cieszyli się ostatnim pocałunkiem.
Hermiona czuła pod policzkiem jak drży ciało Lucjusza i nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
- Coś nie tak, Lucjuszu? Czyżby ktoś chodził po Twoim grobie? - Wiedziała, że pytanie było co najmniej niewłaściwe, ale lepsze było to niż rozpaczanie cały czas.
- Jeszcze jeden krok w lewo i to ty będziesz tą osobą – rozbrzmiał głos nienależący do Malfoya.
     Hermiona zamarła. Nie. To niemożliwe. A może jednak? Kobieta podniosła wzrok powtarząjąc w duchu: „Proszę, proszę, proszę...”.
- Severus?
- Hermiona.
     Dziewczyna przywołała się do rzeczywistości. To nie może być prawda.
- Lucjuszu, to miłe z twojej strony, ale nie musisz tego robić.
- Robić czego? - zapytał Malfoy deportując się dwa metry od nagrobka, przy którym stała Hermiona – Kochana pani Snape, właśnie trzyma pani w ramionach najprawdziwszy oryginał.
Hermiona spojrzała w oczy Severusa i uśmiechęła się.
- Naprawdę?
- Naprawdę – odpowiedział uroczyście.
     Dziewczyna sięgnęła w górę i przyciągnęła go za klapy marynki do pocałunku. Całowali się długo i wyjątkowo gwałtownie, jak gdyby chcieli się upewnić, że naprawdę są tam razem. W końcu oderwali sie od siebie łapczywie chwytając powietrze.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mam tysiąc pytań? - zapytała.
- Tylko tysiąc?
- Severusie?
- Hmm..?
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Hermiono – powiedział przykrywając jej usta swoimi.
Koniec.
.
.
.
.
.
(prawie)
.
.
.
.
.
.

- Będziecie mieli coś przeciwko przeniesieniu się w inne miejsce? - zapytał Lucjusz ścierając śnieg z twarzy – Cholernie mi zimno.
     Severus i Hermiona oderwali się od siebie z głośnym cmoknięciem.
- Jak sobie życzysz, Lucjuszu – powiedział Snape – Do rezydencji, jak przypuszczam?
- Oczywiście. Do biblioteki. - odpowiedział – I tak przy okazji – wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Severusie.
     I aportowali się.

5 komentarzy:

  1. Notka super, bardzo mi się podobała...jestem mile zaskoczona zakończeniem
    I nieważ się zmueniać tematów swoich tłumaczeń ;D
    Pozdro i weny
    POISON

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Jak zwykle wybrana miniaturka do tłumaczenia bardzo mi sie podoba. ;)
    No, no, no. Nawet przez chwilę prawie łzy mi poleciały! ;D
    Cieszę się, że ciągle szukasz czegoś nowego i tłumaczysz. :)
    Teraz niecierpliwie czekam na cd.
    Życzę weny, czasu i cierpliwości!
    ~~ mlodzia113

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę skomentować! ^.^
    Na początku, przyznaję niechętnie, poryczałam się.
    Gdy zjawił się Severus byłam tak zaskoczona i uśmiechałam się jak wariata :D
    Gdzie ty znajdujesz takie świetne opowiadania?! Ja jakoś nie zawsze potrafię znaleźć na fanfiction'ie interesujące miniaturki ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Merlinie poryczałam się czytając ten początek. Myślałam, że będzie już tak smutno i łzawo, ale koniec mnie szczęśliwie zaskoczył. Bardzo mi się podoba ta miniaturka i sądzę, że na długo pozostanie w mojej pamięci.
    A co do tłumaczenia to nie mam zastrzeżeń; zdania nie są kanciaste ani nic z tych rzeczy, więc wspaniale! ;>
    Pozdrawiam ciepło,
    Lizzy c;

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiecham się przez łzy :)
    No nic czytam kolejne ;)
    Miona

    OdpowiedzUsuń