INFORMACJE

1. Zamieszczone tu opowiadania nie są moją własnością, ja je tylko tłumaczę.
2. Zawsze staram się napisać wiadomość do autora z prośbą o zgodę na tłumaczenie.
3. Notki będą pojawiały się co dwa tygodnie (najprawdopodobniej w weekend).
4. Jeśli już przeczytałaś/eś zrób mi tę przyjemność i zostaw komentarz. Chciałabym wiedzieć czy to, co robię podoba się Wam i co mogę zmienić, żeby było lepiej.

Megan

niedziela, 31 marca 2013

5. Jak mogło być

A więc kolejna miniaturka. Znowu trochę smutna, nie wiem czemu ostatnio tylko takie chce mi się tłumaczyć : D 
Dziękuje za komentarze i mam nadzieję, że będzie ich równie dużo pod tą notką. ; )

M.

 ____________________________

Tytuł oryginału: What Might Have Been
Autor: SexySloth
Zgoda: jest
Link http://www.fanfiction.net/s/8741303/1/What-Might-Have-Been



_____________________________


      Siedziała samotnie ze szklanką złocistego płynu w dłoni. Była kobietą o trudnym do określenia wieku; mogła mieć od 30 do 40 lat i tylko kilka zmarszczek okalających usta i oczy mówiły, że jej młodość już przeminęła. Ubranie miała skromne, ale gustowne – nieskazitelne brązowe szaty, które podkreślały kolor jej oczu. Oczu, które właśnie spoczywały na lnianej chuście, którą się bawiła przez ostatnie 10 minut. To dlatego nie zarejestrowała, że w pomieszczeniu ktoś się aportował.
- Witaj... - rozległ się znajomy głos. Podniosła oczy i napotkała czarne tęczówka uważnie się w nią wpatrujące. - Mogę usiąść?
     Lekko drgnęła, gdy mężczyzna od razu skierował swe kroki ku pustemu krzesłu naprzeciwko niej. Siedzieli w ciszy kilka chwil, aż kobieta w końcu przemówiła:
- Nie myślałam, że przyjdziesz.
     Mężczyzna pozostał niewzruszony, tylko jego oczy zwróciły się ku niej. Zauważyła, że kącik jego ust podniósł się nieznacznie i przeszedł ją dreszcz. Ostatni raz widziała jak powstrzymywał uśmiech tak dawno temu...
- Ja też nie myślałem, że to zrobię.
      Uśmiechnęła się, gdy poczuła, że napięcie między nimi opada.
- Minęło tyle czasu... - powiedziała miękko zataczając palcem kółka na brzegu kieliszka. Nie upiła nawet łyka swojej sherry, mimo że był to jej ulubiony alkohol. Znów zapadła cisza. Patrzył na nią z czymś na kształt czułości i... żalu?
- Rzeczywiście... - nie skończył, gdyż pojawił się przy nich kelner. - Podwójną Ognistą Whiskey, proszę.
      Kelner odszedł, a kobieta upiła trochę swojego wina i odchrząknęła. Po kilku sekundach walki toczonej w swojej głowie odezwała się ponownie:
- Często o tobie myślałam. - I zamilkła pozwalając by te słowa zawisły między nimi. Kolej na jego ruch.
     Mężczyzna prawie niezauważalnie skinął głową. Jego ruchy były wyważone i delikatne jak zawsze.
- Ja również. - Przeczyścił gardło. - Czytałem o twoim ślubie. Wierzę, że gratulacje byłyby spóźnione. - Obserwowała jak w jego oczach pojawiała się pustka, gdy to mówił. To była jego maska. Maska, której używał, gdy chciał coś ukryć.
- Tak. Trudno uwierzyć, że to już siedemnaście lat. - uśmiechnęła się, a on odwzajemnił jej uśmiech i kobieta nie mogła się powstrzymać, żeby nie dodać:
- Wiesz, że czekałam na ciebie.
      Samotna łza, której nie zdążyła zatrzymać spłynęła po jej policzku. Mężczyzna zamknął oczy powstrzymując wydobywające się z gardła westchnienie.
- Wiem – odpowiedział.
- Dlaczego nie wróciłeś? - zapytała czując złość, która nawet po tylu latach nie zdażyła się wypalić.
Poczekał chwilę zanim odpowiedział. Jego głos nawet nie drżał.
- Nie chciałem kalać cię moim nazwiskiem, Hermiono. Spędziłem tygodnie myśląc o tym wciąż i wciąż, i... - odetchnął głęboko czując ucisk w gardle – Gdy wreszcie zrozumiałem... było już za późno. Przeczytałem o twoim ślubie zanim wróciłem do Wielkiej Brytanii. - Uśmiechnął się smutno słysząc, że zapłakała. - Wyglądałaś pięknie w sukni ślubnej.
      Sapnęła słysząc to.
- Ty... byłeś tam? Ale ja... ja cię nie widziałam...
- Nie chciałem zostać zauważony. To nie był odpowiedni czas ani miejsce. Pragnąłem tylko twojego szczęścia. - Zmarszczył brwi zastanawiając się nad czymś – Czy jesteś szczęśliwa, Hermiono?
      Siedziała prosto, nie poruszając się. Przed oczami przelatywały jej wspomnienia: jej ślub i noc po nim. Miesiąc miodowy i małe dzieci z rudymi główkami, które pojawiły się po nim. Materiał, którego nauczała; sex, który uprawiała; dzieci, które urodziła; pocałunki, które złożyła; dłonie, które trzymała; śmierci, które opłakiwała i wszechobecne poczucie miłości okalające ją zawsze. Oczywiście, poczuła co to smutek, ale miłości i szczęśliwego życia doświadczyła więcej.
- Tak, jestem.
     Severus uśmiechnął się, ale uśmiech ten nie dosięgnął jego oczu.
- Cieszę się, Hemriono.
     Zanurkował dłonią w kieszeni i wyjął garść sykli, które położył na stole. Chciał wyjśc, a Hermiona poczuła, że ogarniają ją desperackie pragnienie zatrzymania go. Jej mała dłoń wsunęła się w jego ogromną. Pod palcami czuła jego przyspieszony puls.
- Severusie! - Odwrócił się; jego oczy prosiły, żeby nic nie mówiła.
- Nie, Hermiono. Proszę. - jego głos był niski i ciepły – Po prostu zostawmy to tak jak jest.
- Ale...
- Wiem, Hermiono, wiem. - Z tymi słowami zniknął.
      Znów była sama, przy stoliku. Kelner przyszedł przyjąć ponowne zamówienie, ale cicho odmówiła wskazując ręką monety leżące na stoliku. Złapała płaszcz i skierowała się do wyjścia, jej włosy zasłaniały cały widok. Wyszła w noc i rozejrzała się z nadzieją, ale nie ujrzała nikogo. Słychac było tylko zawodzenie wiatru i cichy szept tonący w nim:
- Kocham cię...

środa, 13 marca 2013

4. Pocałuj, do cholery! cz. II


Oddaję w Wasze ręce drugą część miniaturki. Zaczęłam już tłumaczyć następną, więc powinna się ukazać (w całości) mniej więcej za tydzień.

Megan 


. . .


      Wpadła do jego biura bez pukania czerwona ze złości.
- Jak śmiesz... - spojrzała w oczy stojącemu przed nią człowiekowi – Jak śmiesz robić coś takiego?
      Mężczyzna uniósł brew, gdy Hermiona zaczęła jak furia krążyć po jego gabinecie wyrzucając z siebie potoki słów „Drań... 100 punktów.... Gryffindor... dupek...”.
      Severus pozwolił sobie na jeden pełen samozadowolenia uśmieszek zanim znów na jego twarzy pojawiła się obojętność. Kochał ją denerwować.
- Proponawałbym zaprzestania tego dziecięcego zachowania dopóki nie wydeptałaś dziury w podłodze, w której byłbym zmuszony cię zakopać.
      Hermiona nie słyszała albo postanowiła go zignorować. Cóż... Severus nie lubił byc ignorowany.
- Hermiono... - zaczął.
-...idiota...
- Hermiono.
-...cholernie absurdalne...
- HERMIONO!
- CO?!
- Jesteś piękna.
- Wkurzający i... co?!
- Nie powtórzę tego.
      Hermiona stała tam gapiąc się na niego.
- Czyżbym powiedział coś co wprawiło w osłupienie pannę Wiem-To-Wszystko? Powinieniem sobie pogratulować.
      Dziewczyna dalej nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko stała i patrzyła na swojego nauczyciela z głupim wyrazem twarzy. Niech to cholera... i w jednej chwili już stał przy niej popychając ją na ścianę. Otworzyła usta, żeby powiedzieć:
- Pocałuj...
- Mnie? - dokończył za nią trącając jej pełne wargi palcem. - Kuszące... ale możliwość denerwowania cię jest jeszcze lepsza, więc...
      Nakreślił palcem „X” na jej ustach.
- ...nie – dokończył.


. . .


      Niedługo potem miała znów okazję być w Wielkiej Sali. Pomieszczenie przystrojone zostało jej ulubionymi białymi stokrotkami. Ceremonia była krótka lecz piękna. Jej oczy błyszczały radością, a uśmiech na twarzy nie znikał nawet na chwilę. Tej nocy Hermiona wyglądała pięknie – co prawda wyglądała tak zawsze, ale tamtego dnia jej uroda lśniła w szczególny sposób. Jakie szczęście miał ten drań. Ogromu miłości jaka pojawiała się w jej spojrzeniu, gdy na niego patrzyła, nie dało się opisać słowami.
      Gdy uroczystość zbiliżała się ku końcowi i zostały powiedziane słowa, na które czekali, Hermiona skupiła całą swoją uwagę na mężczyźnie stojącym przed nią. Czekała... i czekała... wszyscy goście czekali... Stał tam obejmując jej twarz dłońmi i patrząc jej głeboko w oczy. Trwali tak dopóki dziewczyna nie wytrzymała.
- Pocałuj mnie. - Jej głos przybrał błagalne brzmienie.
      Pokręcił głową gładząc kciukami jej policzki.
- Nie – wyszeptał i odszedł w kierunku tortu weselnego zostawiając Hermionę i wszystkich obecnych na sali w stanie głebokiego szoku.


. . .


      Rozparła się wygodnie w pokoju nauczycielskim z kubkiem herbaty w ręce. Była niedziela i Hermiona cieszyła się dniem wolnym od wrzeszczących uczniów. Cieszyła się też z wygrany w szachy. Nieczęsto udawało jej się pokonać tak dobrego gracza, więc była wyjątkowo dumna z siebie.
- Poddaj się, Severusie.
      Mężczyzna nawet nie podniósł wzroku znad szachownicy. W końcu wykonał ruch dalej unikając jej spojrzenia. Hermiona zaśmiała się cicho w odpowiedzi.
- Pocałujesz mnie? - zapytała niewinnie. Severus nie odpowiedział ani nie spojrzał na nią. Niewypowiedziane słowa „albo coś zupełnie innego” zawisły między nimi.
- Nie – powiedział wyzywająco patrząc jej w oczy.
- Świetnie! - parsknęła – Królowa na D4. Szach mat.


. . .


      W końcu wróciła do swoich kwater po wyczerpującym dniu pracy. Jedyne czego chciała to zapaść się w miekkiej pościeli i nie wstawać przez kilka następnych godzin. Nie udało jej się tam dotrzeć, więc ostatecznie położyła się na kanapie. Zamknęła oczy i warknęła gdy przez jej głowę przetoczyła się fala bólu. Powinna była poprosić Severusa o eliskir na migrenę. Po jakimś czasie dotarło do jej świadomości, że w pokoju jej zupełnie ciemno i nie ma w nim Snape'a. Zanim zdążyła się nad tym zastanowić poczuła znajome poczucie jego obecności. Podniósł jej nogi i zdjął buty z bolących stóp kładąc je sobie na kolanach. Zaczął delikatnie je masować.
- Severusie – westchnęła z ulgą.
      Mężczyzna nie zareagował i dalej w milczeniu pieścił jej stopy. Hermiona cały czas miała zamknięte oczy i zaczęła wydawać z siebie pomruki. Ból głowy odszedł zapomniany.
      Poczuła, że jego ręka powędrowała wyżej masując całą nogę. Po kilku minutach przesunął się na kanapie. Musnął ustam jej dłonie. Pochylił się nad jej ciałem podwijając spód bluzki. Przejechał nosem po odkrytym brzuchu gdzie następnie złożył kilka delikatnych pocałunków. Ręce Hermiony zanurkowały w dół i wplotły się w jego włosy.
      Kiedy pragnienie stało się zbyt silne złapała przód jego koszulki i pociągnęła tak, że przykrył jej ciało swoim. Brązowe oczy utonęły w spojrzeniu czarnych.
- Tak – odpowiedział na niezadane pytanie i całując jej pełne usta (i nie tylko) pokazał jak bardzo ją kocha.

sobota, 9 marca 2013

4. Pocałuj, do cholery! cz. I

Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu jest pierwsza część kolejnej miniaturki. Ciąg dalszy ukaże się niedługo. Czekam na komentarze ; D

Pozdrawiam
Megan


________________

Tytuł: Kiss me dammit!
Autor: Tatou27
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8895847/1/Kiss-me-dammit

________________


      Po godzinie wyczerpującej pracy jak zwykle jako pierwsza skończyła swój eliksir. Gdy zadzwonił dzwonek, była jednak ostatnią osobą, która wstała z miejsca. Zbliżyła się do biurka profesora.
- Pocałuj mnie – zażądała równie zuchwale co nieśmiało.
Snape nawet nie podnosząc oczu znad papierów odpowiedział zimnym głosem:
- Nie.


. . .


      Hermiona z wściekłością odwróciła się na pięcie i wyszła z klasy trzaskając drzwiami.
      Uczyła się do coraz szybciej zbliżających się O.W.T.M-ów i była tak pochłonięta książką, że nie zwracała uwagi na znacząco chrząkającą Madam Pince. Jedno szybkie spojrzenie na zegar powiedziało jej, że zasiedziała się nad lekturą, a biblioteka powinna być już zamknięta. Z trudem podniosła naręcze książek i wyszła. Szła ciemnym korytarzem w myślach powtarzając zaklęcia z Transmutacji, gdy zauważyła zbliżającą się ciemną postać.
Severus Snape spieszył do biblioteki w nadziei, że złapie Madame Pince zanim ta uda się do swoich komnat. Spostrzegł, że ksiażka, którą wypożyczył z biblioteki szkolnej była zniszczona i Snape wolał sobie nie wyobrażać jak okrutnie Madame Pince ukarze tego, który to zrobił. Nie miał też wątpliwości, że uda jej się znaleźć sprawcę.
      Z bezlitosnym uśmiechem otworzył książkę raz jeszcze, żeby ocenić szkody i dał się zaskoczyć wpadając na kogoś. Postać ta była o wiele niższa od niego i odruchowo złapała jego płaszcz, żeby nie upaść. Zderzyli się jednak ze zbyt wielkim impetem i obydwoje upadli na posadzkę. Severus leżał na górze z twarzą w mnóstwie włosów zasłaniających mu widok.
- PANNO GRANGER!
      Dziewczyna podniosła na niego swoje miodowe oczy, w których błyszczało zaskoczenie.
- Pocałuj mnie – wyszeptała.
      Rozchylił usta patrząc w jej oczy...
- Nie.


. . .


      Wstał i odszedł.
      Wielka Sala rozbrzmiewała śmiechem i krzykami. Nic dziwnego, gdyż był to dzień uroczystego zakończenia roku szkolnego. Gdy dyrektor wywołał nazwisko prefekta naczelnego w sali wybuchł głośny aplauz. Hermiona Granger – najlepsza czarownica jej pokolenia opuszczała Hogwart z najwyższymi ocenami od czasów gdy Dumbledore był studentem. Odebrała swój dyplom i podeszła do stojących w rzędzie nauczycieli by odebrać gratulacje od każdego z nich.
Na samym końcu stał profesor Snape. Na jego twarzy cały czas widniał grymas niezadowolenia (jednak niektórzy mogliby oczekiwać, że będzie się cieszył, gdy jego wróg - Harry Potter – zniknie ze szkoły). Hermiona zbliżyła się do jego postaci ze smutkiem w oczach, który zaraz przerodził się w determinację. Podali sobie ręce i w chwili gdy Snape chciał odejść, pociągnęła go za dłoń bliżej siebie.
- Pocałuj mnie – powiedziała, gdy spojrzał w jej nabrzmiałe od powstrzymywanych łez oczy.
      Po chwili pożerania wzrokiem jej ust pochylił głowę w jej stronę.
- Nie – wyszeptał oddechem pieszcząc jej ucho.


. . .


      Męczyła się nad swoim kotłem pomagając profesorowi Snape. Uzupełniali zapas eliksirów na następny rok szkolny. Hermiona była bardzo zaskoczona, gdy Severus przyjął jej pomoc nawet nie kręcąc nosem. Myslała na początku, że zmienił nastawienie, ale okazało się, że w tym roku wyjątkowo Mistrz Elskirów miał dużo do zrobienia, a jako jedyny posiadał potrzebne umiejętności. Tak czy inaczej, Hermiona była zadowolona, że może pracować u jego boku.
Kończyła juz ostatnią partię Eliksiru Nasennego, gdy drzwi klasy otworzyły się uderzając z impetem o futrynę. Świetnie. Znowu ma te swoje humory – pomyślała Hermiona. Jednak przez następne kilka chwil nic się nie wydarzyło. Dziewczyna była pewna, że Snape poszedł do swojego gabinetu, więc nerwowo podskoczyła, gdy nagle pojawił się za jej plecami.
      Chciała, żeby sprawdził jej prawie ukończony eliskir, ale nie śmiała odwrócić się i poprosić go o to. Czuła ciepło jego ciała tak blisko niej. Zamarła w oczekiwaniu. Zamknęła oczy, gdy poczuła na szyi jego gorący oddech. W brzuchu poczuła motylki na mysl o tym co może się zaraz stać. Jednak nic się nie stało.
- Pocałuj mnie – wydyszała czując coraz większe pragnienie.
      Przysunął się bliżej, tak że mogła poczuć erekcję napierającą na jej pośladki. Położył ręce na jej dniach spoczywających na blacie przed nią i zaczął poruszać biodrami tak boleśnie powoli, że wyjęczała:
- Pocałuj mnie!
Pochylił się trącając nosem jej szyję i przyciskając usta do wrażliwej w tym miejscu skóry wyszeptał:
- Nie.
Pozostała tam zimna... i bardzo skrępowana. 

Ciąg dalszy nastąpi...