Megan
___________________
Autor: Opera777
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8149755/1/Shadow
___________________
Była tam, gdzie
zawsze wolała być tego dnia. Klęczała w śniegu przy obsydianowej
tablicy, ignorując ból w kolanach. W miejscach gdzie śnieg
stopniał i przemoczył pelerynę szczypała ją skóra. To
wszystko jednak było nieporównywalne z bólem w jej
sercu.
- Tak bardzo za Tobą tęsknię,
Severusie – rozległ się jej cichy szept – Czasem nawet nie wiem
jak mi się udaje przetrwać kolejny dzień. Gdzieś tam głęboko
cały czas czekam aż przejdziesz przez pokój albo zobaczę
Cię pochylonego nad książkami w bibliotece. Cały czas mam
wrażenie, że jesteś tam obecny. Tęsknię za tobą. Wiem, że to
egoistyczne z mojej strony, ale czasem prawie chciałabym, żebyś
został duchem. Nie byłabym wtedy taka samotna. Wiem, że nie
powinnam nawet tak myśleć. Przepraszam. Masz prawo być w końcu
wolnym od tego świata, wiem to. Minerva zapytała mnie czy nie
chciałabym zastąpić Cię na lekcjach eliksirów. Cały dzień
wypełniony Gryfonami i Ślizgonami z roczników od trzeciego
do szóstego. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Mogę sobie
wyobrazić Twoją reakcję. Nie wiem czemu Minerva nie pozwala
połączyć klas. To by wszystkim ułatwiło życie, ale McGonagall i
poprzedni dyrektor chcieli podążać za tradycją. Niestety dzień
pełen uczniów jest najmniejszym z moich zmartwień.
- Miałam trudności nawet z
dotarciem do klasy. Gdy tylko postawiłam stopę w korytarzu, jedynym
o czym mogłam myśleć, byłeś Ty. Wręcz oczekiwałam, że nagle
wyłonisz się zza zakrętu. Niemal czułam Twoje ramiona oplatające
moje ciało i słyszałam Twój oddech. Oddałabym wszystko by
znowu mieć Cię z powrotem. I tak stalibyśmy wtuleni w siebie, a
cisza wokół nas powiadziałaby mi o czym myślisz. - Hermiona
pociągnęła nosem i jedna duża łza potoczyła się po jej
policzku. - Pamiętasz tę noc, gdy powiedzieliśmy: „Pieprzyć to
wszystko.” i aportowaliśmy się w Paryżu? Spędziliśmy tam trzy
dni i to była chyba najbardziej impulsywna rzecz jaką kiedykolwiek
zrobiliśmy.
Ciemna postać
bezszelestnie przeszła przez cmentarz i zatrzymała się nieopodal
płaczącej kobiety. Srebrna główka laski połyskiwała w
świetle księżyca, gdy właściciel przekładał ją z ręki do
ręki w geście zniecierpliwienia. Był tam, bo pamiętał o swoim
przyjacielu, ale nie chciał odbierać tego czasu młodej kobiecie,
która miała do tego takie samo prawo jak on. Gdy tak stał w
ciszy, mógł usłyszeć jej szept niesiony mroźnym podmuchem
wiatru:
- Po namyśle jednak... uważam,
że to nasz pierwszy pocałunek był najbardziej impulsywny,
niespodziewany. Po prostu się stało. W środku naszej kłótni.
To była cudowna chwila. Wystarczyło, że o tym pomyslałam i już
byłam gotowa, żeby rozpocząć pierwszą lekcję z Gryffindorem i
Slytherinem - powiedziała łapiąc łzę spływającą po brodzie i
nie zdając sobie sprawy z obecności drugiej postaci - Nie wiem
nawet ile razy specjalnie trzasnęłam drzwiami. Po prostu chciałam,
żeby było tak jak dawniej, jak wtedy, gdy byłeś ze mną. Klasa
eliksirów wygląda teraz okropnie. Nowy Mistrz Eliksirów
sprawił, że przypomina bardziej schronienie niż laboratorium.
Wygląd składziku złamał mi serce. Próbowałam przywrócić
mu taki wygląd, jaki powinien mieć według Ciebie. Wiem, że nie
powinnam, bo on już nie jest Twój. Severusie, tak bardzo Cię
potrzebuję. Potrzebuję, żebyś mówił mi, że jestem
głupiutką kobietą i podstępnym Gryfonem. Kocham Cię tak bardzo,
że nie mogę wytrzymać z bólu, gdy Ciebie nie ma.
- Poprosiłam Minervę, żeby
pozwoliła mi porozmawiać z Twoim portretem, ale gdy już stanęłam
naprzeciw niego, wybuchnęłam płaczem i nie mogłam wykrztusić ani
jednego słowa. Mogę niemal zobaczyć grymas niezadowolenia na
Twojej twarzy. Naprawdę nie wiem co się stało z tą gryfońską
odwagą na którą zawsze narzekałeś. Może to mój
egoizm a może zwyczajne tchórzostwo. Po prostu nie chcę
stawiać czoła całemu światu sama.
Szlochając pochyliła się
nad nagrobkiem i co chwila ścierała rękawiczką z twarzy
błyszczące łzy. Postać stojąca za nią poruszyła się chcąc
podejść bliżej, ale zamarła, gdy dziewczyna znów zaczęła
mówić.
- Dla ciebie to pewnie jak
urodzić się na nowo, prawda? - zapytał wybuchając śmiechem –
Wiem, że prawdopodobnie śmierć była dla Ciebie czymś cudownym.
Mam nadzieję, że jest Ci dobrze tam, gdzie jesteś i że będziesz
czekał aż nadejdzie mój czas. Nie, nie zamierzam zrobić
niczego niedorzecznego, czy może – jakbyś Ty to określił –
gryfońskiego. Będę czekać na śmierć ogrzewając dni
wspomnieniami o Tobie. Ale ty! Ty oślizgły draniu! Nie masz pojęcia
jak bardzo trudne to będzie dla mnie. Przepraszam, wiem, że
nienawidzisz być tak nazywany, ale tak bardzo mi Ciebie brakuje...
Kocham Cię, Severusie Snape i nigdy nie przestanę.
Hermiona po raz kolejny
wybuchnęła nieprzerwanym szlochem nad grobem swojego męża. Jej
płacz boleśnie rozdzierał ciszę. Poczuła na twarzy dotyk
miękkiej chusteczki. Spojrzała w górę i napotkała wzrok
jedynej na świecie osoby, która wiedziała o niej i
Severusie.
Nie miała nigdy lepszego
przyjaciela niż on; był nawet świadkiem na ich ślubie. W te noce,
gdy Lucjusz nie był wzywany do Czarnego Pana, przychodził do
Hogwartu i siedział z Hermioną w kwaterach Snape'a, często
cierpliwie wysłuchując jej pełnych strachu i frustacji pretensji.
Posłała mu blady uśmiech.
- Tęsknię za nim, Lucjuszu –
powiedziała, a łzy znów zaczęły kapać po jej policzkach.
- Ja też, Hermiono – odrzekł
łapiąc ją za rękę – Wiem, że nie jestem nim, ale gdybyś mi
pozwoliła...
Przytaknęła wstając z
jego pomocą. Rzucił ogrzewający i osuszający czar na jej ubrania
i mocno otoczył ją ramionami. Przytuliła twarz do wgłębienia w
jego szyi.
- Dziękuję – szepnęła –
Dziękuję, że byłeś dla niego dobrym przyjacielem.
Ciii... - uciszył ją –
Proszę zamknąć oczy pani Snape i pozwolić mi być tym kogo
potrzebujesz.
Przymknęła powieki i
cofnęła się do czasów, gdy była asystentką swojego męża.
Próbowali wtedy ignorować rodzące się w nich uczucia kłócąc
się coraz głośniej i częściej. Trwało to do czasu aż
nauczyciele zamknęli ich w składziku, ale to co uważali za bolesne
zderzenie takich samych charakterów było tak naprawdę
rozkwitającą już miłością. Właśnie wtedy, w tym sładziku,
pocałowali się po raz pierwszy.
I to było jak eksplozja.
Miłość i namiętność rosły w nich w zastraszającym tempie.
Śmiała się z głupstw, które popełniali, gdy nie byli w
klasie. Przeszli długą drogę od szlabanów do randek. Czasem
Severus przeklinał swój brak logiki, gdy widział, że
Hermiona jest nim zainteresowana. Gdy została wybrana prefektem na
szóstym roku, otrzymała połączenie z kominkiem profesora
Snape'a i od tamtej pory mogli mieszkać razem pod samym nosem
dyrektora. Severus cieszył się z oszukiwania starego przełożonego
równie mocno jak z miłości Hermiony.
Dziewczyna wiedziała, że
Snape był przekonany, że nie przeżyje wojny. Dlatego w jej
osiemnaste urodziny poprosił ją o rękę w małej włoskiej
restauracji w Londynie. Wyglądał wtedy tak młodo, gdy jego oczy
jaśniały nadzieją i miłością do niej. Pokochała u niego ten
wyraz twarzy i nie musiała długo czekać by znowu go zobaczyć.
Pobrali się cztery miesiące później, pod koniec wiosny.
Lucjusz był ich świadkiem i jedynym gościem. Pomógł nawet
w kupnie sukni ślubnej i zorganizował im miesiąc miodowy w château
we Francji. Wrócili do szkoły pod koniec Świąt Bożego
Narodzenia i właśnie wtedy wszystko się zepsuło.
Zaczęło się od
Bellatrix, która zabiła dyrektora, co było zadaniem
Severusa. Harry i Ron pojechali szukać horokusów, podczas gdy
Hermiona została w zamku, w kwaterach Snape'a i patrzyła jak
wszystko powoli upada. Była w rezydencji Malfoyów kiedy Harry
i Ron zostali złapani. Nie widziała Lucjusza od dnia ich ślubu i
wystarczyło na niego spojrzeć, żeby domyśleć się dlaczego. W
nocy zszedł do lochów, złapał ją za rękę i błagał,
żeby była silna, bo on i Severus robią wszystko co w ich mocy.
Zobaczyła swojego męża dopiero, gdy uciekli z rezydencji.
Spieszyli do biura dyrektora i mogła zobaczyć jak gaśnie blask w
jego oczach, gdy na nią patrzył. Tej nocy trzymał ją tak mocno
jak nigdy w życiu. Cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha,
zupełnie jakby chciał wyryć to w jej duszy i sercu na zawsze.
Przyrzekła mu, że nigdy nie pokocha nikogo oprócz niego.
Dwanaście godzin później spotkali się we Wrzeszczącej
Chacie i cieszyli się ostatnim pocałunkiem.
Hermiona czuła pod
policzkiem jak drży ciało Lucjusza i nie mogła powstrzymać się
od śmiechu.
- Coś nie tak, Lucjuszu?
Czyżby ktoś chodził po Twoim grobie? - Wiedziała, że pytanie
było co najmniej niewłaściwe, ale lepsze było to niż rozpaczanie
cały czas.
- Jeszcze jeden krok w lewo i
to ty będziesz tą osobą – rozbrzmiał głos nienależący do
Malfoya.
Hermiona
zamarła. Nie. To niemożliwe. A może jednak? Kobieta podniosła
wzrok powtarząjąc w duchu:
„Proszę, proszę, proszę...”.
- Severus?
- Hermiona.
Dziewczyna
przywołała się do rzeczywistości. To
nie może być prawda.
- Lucjuszu, to miłe z twojej
strony, ale nie musisz tego robić.
- Robić czego? - zapytał
Malfoy deportując się dwa metry od nagrobka, przy którym
stała Hermiona – Kochana pani Snape, właśnie trzyma pani w
ramionach najprawdziwszy oryginał.
Hermiona spojrzała w oczy
Severusa i uśmiechęła się.
- Naprawdę?
- Naprawdę – odpowiedział
uroczyście.
Dziewczyna sięgnęła w górę
i przyciągnęła go za klapy marynki do pocałunku. Całowali się
długo i wyjątkowo gwałtownie, jak gdyby chcieli się upewnić, że
naprawdę są tam razem. W końcu oderwali sie od siebie łapczywie
chwytając powietrze.
- Zdajesz sobie sprawę z tego,
że mam tysiąc pytań? - zapytała.
- Tylko tysiąc?
- Severusie?
- Hmm..?
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Hermiono
– powiedział przykrywając jej usta swoimi.
Koniec.
.
.
.
.
.
(prawie)
.
.
.
.
.
.
- Będziecie mieli coś
przeciwko przeniesieniu się w inne miejsce? - zapytał Lucjusz
ścierając śnieg z twarzy – Cholernie mi zimno.
Severus i Hermiona oderwali
się od siebie z głośnym cmoknięciem.
- Jak sobie życzysz, Lucjuszu
– powiedział Snape – Do rezydencji, jak przypuszczam?
- Oczywiście. Do biblioteki. -
odpowiedział – I tak przy okazji – wszystkiego najlepszego z
okazji urodzin, Severusie.
I aportowali się.