INFORMACJE

1. Zamieszczone tu opowiadania nie są moją własnością, ja je tylko tłumaczę.
2. Zawsze staram się napisać wiadomość do autora z prośbą o zgodę na tłumaczenie.
3. Notki będą pojawiały się co dwa tygodnie (najprawdopodobniej w weekend).
4. Jeśli już przeczytałaś/eś zrób mi tę przyjemność i zostaw komentarz. Chciałabym wiedzieć czy to, co robię podoba się Wam i co mogę zmienić, żeby było lepiej.

Megan

piątek, 31 maja 2013

Malutka przerwa

Cześć wszystkim! : )

Dużo się ostatnio dzieje - i to niekoniecznie fajnych rzeczy - i nie mam na razie ochoty na tłumaczenie miniaturek. Nie zostawię Was jednak z pustymi rękami. Dla tych z Was, którzy chcieliby zobaczyć jak piszę, nie tłumaczę, założyłam blog. Już wcześniej próbowałam publikować dłuższe historie, ale niestety nie wychodziło to zbyt dobrze. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. 
http://hermiona-severus-i-inne.blogspot.com/
Gorąco zapraszam : D

Pozdrawiam
Megan

sobota, 11 maja 2013

6. Koszmar cz. I

Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Co prawda, tylko połowa, ale jest : D
Enjoy!

M. 

________________

Tytuł oryginału: The Third Nightmare
Autor: Mavennica
Zgoda: jest
Link: http://www.fanfiction.net/s/9160007/1/The-Third-Nightmare

________________


     Bieg. Niekończący się bieg w nieprzeniknionej ciemności. Hermionie zdawało się, że biegnie tak od zawsze. Była zmęczona, ale wciąż z wysiłkiem stawiała jedną stopę za drugą. Tak bardzo chciała się zatrzymać, ale wiedziała, że On jej nie pozwoli.
     Nagle mrok rozproszyło światełko i dziewczyna skierowała się w jego stronę. Mignął jej przed oczami obraz ciemnowłosego chłopca w kołysce i mężczyznę pochylającego się nad nim. Mogła usłyszeć jak krzyczy on na łkające dziecko w pijackiej furii.
     Podeszła bliżej nie zauważając pojawienia się ruchomych piasków blisko miejsca, w którym stała. Nagle pojawił się On. Jego szaty i włosy powiewały na wietrze, którego Hermiona nie czuła. Wbił w nią czarne jak noc oczy i krążył nad nią niczym wielki nietoperz.
 - Uciekaj stąd, mała dziewczynko.
     Hermiona zamarła, gdy zobaczyła z bliska jego kły. Był tak blisko, że mogła poczuć owiewający ją zimny oddech mężczyzny.
 - Uciekaj zanim cię zabiję.
     Dopiero gdy zbliżej się bardziej, Hermiona otrząsnęła się i w panice zaczęła biec najszybciej jak umiała. W płucach brakowało jej powietrza, ale czuła jak adrenalina coraz szybciej krązy po jej ciele. On odleciał dopiero, gdy dziewczyna oddaliła się od ruchomych piasków.
     Powietrze wokół niej zgęstniało i Hermiona poczuła, że trudniej jej biec. Ciemność zaczęła kłębić się pod jej stopami, spowalniając ją. Biegła cały czas prosto, a jej impet ochronił ją przed pogrążeniem się w mroku.
     W górę, w dół; w prawo, w lewo – te słowa traciły znaczenie, gdy Hermiona przedzierała się tak bez końca przez ciemność. Szare światło eksplodowało po jednej stronie ukazując podobiznę ciemnowłosego chłopca.
     Po chwili pojawiła się też dziewczyna o ognistych włosach, która zaczęła go wyśmiewać. Hermiona nie znała jej, ale nienawidziła równie mocno jak chłopiec. Nienawidziła tych perfekcyjnych włosów, perfekcyjnej skóry, oczu, figury i dźwięcznego śmiechu.
 - Dlaczego jej nienawidzisz? - W ciemności rozległ się delikatny szept.
     Hermiona podskoczyła zaskoczona. Była zbyt skupiona na rozgrywającą się przed nią sceną.
 - Kim jesteś? – zapytała.
 - Przyjacielem – padła odpowiedź.
 - Zła odpowiedź. Constant vigilance! Pokaż się!
 - To nic nie da. Moja forma została mi odebrana – westchnął cicho głos.
     Hermiona nie mogła się oprzeć:
 - Kto ci ją odebrał?
     Poczuła łagodny podmuch powietrza z prawej strony.
 - Zrobił to syn czerwonowłosej kobiety, którą przed chwilą widziałaś.
     Hermiona poczuła coś na kształt sympatii do głosu, z którym rozmawiała. Nienawidziła kobiety, którą widziała, a teraz cześć tej antypatii przelała na jej syna.
 - Okropne. Czyli to wszystko jej wina, tak?
     Poczuła jak ciemność wokół niej gęstnieje na znak potwierdzenia.
 - Tak, ona zapoczątkowała to wszystko. Była okrutna dla małego chłopca, którego widziałaś, a potem jej syn był tak samo okrutny dla mnie.
     Im dłużej Hermiona rozmawiała z nowym przyjacielem, tym wolniejsze było tempo, w którym się poruszała. Była już zmęczona biegiem i wszystko czego chciała to postać w jednym miejscu chociaż kilka sekund. Zwolniła jeszcze bardziej.
     Teraz gdy stała, obrazy przestały ją gonić. Otoczyły ją z każdej strony, a postać czerwonowłosej dziewczyny pojawiła się tuż przed nią.
     Głos przyjął formę, która kiedyś musiała być mężczyzną, ale w tamtej chwili wyglądała jak ogromny wąż. W miejscu nosa miał dwa rozcięcia, a jego oczy błyszczały wrogo czerwienią. 

c.d.n.

niedziela, 31 marca 2013

5. Jak mogło być

A więc kolejna miniaturka. Znowu trochę smutna, nie wiem czemu ostatnio tylko takie chce mi się tłumaczyć : D 
Dziękuje za komentarze i mam nadzieję, że będzie ich równie dużo pod tą notką. ; )

M.

 ____________________________

Tytuł oryginału: What Might Have Been
Autor: SexySloth
Zgoda: jest
Link http://www.fanfiction.net/s/8741303/1/What-Might-Have-Been



_____________________________


      Siedziała samotnie ze szklanką złocistego płynu w dłoni. Była kobietą o trudnym do określenia wieku; mogła mieć od 30 do 40 lat i tylko kilka zmarszczek okalających usta i oczy mówiły, że jej młodość już przeminęła. Ubranie miała skromne, ale gustowne – nieskazitelne brązowe szaty, które podkreślały kolor jej oczu. Oczu, które właśnie spoczywały na lnianej chuście, którą się bawiła przez ostatnie 10 minut. To dlatego nie zarejestrowała, że w pomieszczeniu ktoś się aportował.
- Witaj... - rozległ się znajomy głos. Podniosła oczy i napotkała czarne tęczówka uważnie się w nią wpatrujące. - Mogę usiąść?
     Lekko drgnęła, gdy mężczyzna od razu skierował swe kroki ku pustemu krzesłu naprzeciwko niej. Siedzieli w ciszy kilka chwil, aż kobieta w końcu przemówiła:
- Nie myślałam, że przyjdziesz.
     Mężczyzna pozostał niewzruszony, tylko jego oczy zwróciły się ku niej. Zauważyła, że kącik jego ust podniósł się nieznacznie i przeszedł ją dreszcz. Ostatni raz widziała jak powstrzymywał uśmiech tak dawno temu...
- Ja też nie myślałem, że to zrobię.
      Uśmiechnęła się, gdy poczuła, że napięcie między nimi opada.
- Minęło tyle czasu... - powiedziała miękko zataczając palcem kółka na brzegu kieliszka. Nie upiła nawet łyka swojej sherry, mimo że był to jej ulubiony alkohol. Znów zapadła cisza. Patrzył na nią z czymś na kształt czułości i... żalu?
- Rzeczywiście... - nie skończył, gdyż pojawił się przy nich kelner. - Podwójną Ognistą Whiskey, proszę.
      Kelner odszedł, a kobieta upiła trochę swojego wina i odchrząknęła. Po kilku sekundach walki toczonej w swojej głowie odezwała się ponownie:
- Często o tobie myślałam. - I zamilkła pozwalając by te słowa zawisły między nimi. Kolej na jego ruch.
     Mężczyzna prawie niezauważalnie skinął głową. Jego ruchy były wyważone i delikatne jak zawsze.
- Ja również. - Przeczyścił gardło. - Czytałem o twoim ślubie. Wierzę, że gratulacje byłyby spóźnione. - Obserwowała jak w jego oczach pojawiała się pustka, gdy to mówił. To była jego maska. Maska, której używał, gdy chciał coś ukryć.
- Tak. Trudno uwierzyć, że to już siedemnaście lat. - uśmiechnęła się, a on odwzajemnił jej uśmiech i kobieta nie mogła się powstrzymać, żeby nie dodać:
- Wiesz, że czekałam na ciebie.
      Samotna łza, której nie zdążyła zatrzymać spłynęła po jej policzku. Mężczyzna zamknął oczy powstrzymując wydobywające się z gardła westchnienie.
- Wiem – odpowiedział.
- Dlaczego nie wróciłeś? - zapytała czując złość, która nawet po tylu latach nie zdażyła się wypalić.
Poczekał chwilę zanim odpowiedział. Jego głos nawet nie drżał.
- Nie chciałem kalać cię moim nazwiskiem, Hermiono. Spędziłem tygodnie myśląc o tym wciąż i wciąż, i... - odetchnął głęboko czując ucisk w gardle – Gdy wreszcie zrozumiałem... było już za późno. Przeczytałem o twoim ślubie zanim wróciłem do Wielkiej Brytanii. - Uśmiechnął się smutno słysząc, że zapłakała. - Wyglądałaś pięknie w sukni ślubnej.
      Sapnęła słysząc to.
- Ty... byłeś tam? Ale ja... ja cię nie widziałam...
- Nie chciałem zostać zauważony. To nie był odpowiedni czas ani miejsce. Pragnąłem tylko twojego szczęścia. - Zmarszczył brwi zastanawiając się nad czymś – Czy jesteś szczęśliwa, Hermiono?
      Siedziała prosto, nie poruszając się. Przed oczami przelatywały jej wspomnienia: jej ślub i noc po nim. Miesiąc miodowy i małe dzieci z rudymi główkami, które pojawiły się po nim. Materiał, którego nauczała; sex, który uprawiała; dzieci, które urodziła; pocałunki, które złożyła; dłonie, które trzymała; śmierci, które opłakiwała i wszechobecne poczucie miłości okalające ją zawsze. Oczywiście, poczuła co to smutek, ale miłości i szczęśliwego życia doświadczyła więcej.
- Tak, jestem.
     Severus uśmiechnął się, ale uśmiech ten nie dosięgnął jego oczu.
- Cieszę się, Hemriono.
     Zanurkował dłonią w kieszeni i wyjął garść sykli, które położył na stole. Chciał wyjśc, a Hermiona poczuła, że ogarniają ją desperackie pragnienie zatrzymania go. Jej mała dłoń wsunęła się w jego ogromną. Pod palcami czuła jego przyspieszony puls.
- Severusie! - Odwrócił się; jego oczy prosiły, żeby nic nie mówiła.
- Nie, Hermiono. Proszę. - jego głos był niski i ciepły – Po prostu zostawmy to tak jak jest.
- Ale...
- Wiem, Hermiono, wiem. - Z tymi słowami zniknął.
      Znów była sama, przy stoliku. Kelner przyszedł przyjąć ponowne zamówienie, ale cicho odmówiła wskazując ręką monety leżące na stoliku. Złapała płaszcz i skierowała się do wyjścia, jej włosy zasłaniały cały widok. Wyszła w noc i rozejrzała się z nadzieją, ale nie ujrzała nikogo. Słychac było tylko zawodzenie wiatru i cichy szept tonący w nim:
- Kocham cię...

środa, 13 marca 2013

4. Pocałuj, do cholery! cz. II


Oddaję w Wasze ręce drugą część miniaturki. Zaczęłam już tłumaczyć następną, więc powinna się ukazać (w całości) mniej więcej za tydzień.

Megan 


. . .


      Wpadła do jego biura bez pukania czerwona ze złości.
- Jak śmiesz... - spojrzała w oczy stojącemu przed nią człowiekowi – Jak śmiesz robić coś takiego?
      Mężczyzna uniósł brew, gdy Hermiona zaczęła jak furia krążyć po jego gabinecie wyrzucając z siebie potoki słów „Drań... 100 punktów.... Gryffindor... dupek...”.
      Severus pozwolił sobie na jeden pełen samozadowolenia uśmieszek zanim znów na jego twarzy pojawiła się obojętność. Kochał ją denerwować.
- Proponawałbym zaprzestania tego dziecięcego zachowania dopóki nie wydeptałaś dziury w podłodze, w której byłbym zmuszony cię zakopać.
      Hermiona nie słyszała albo postanowiła go zignorować. Cóż... Severus nie lubił byc ignorowany.
- Hermiono... - zaczął.
-...idiota...
- Hermiono.
-...cholernie absurdalne...
- HERMIONO!
- CO?!
- Jesteś piękna.
- Wkurzający i... co?!
- Nie powtórzę tego.
      Hermiona stała tam gapiąc się na niego.
- Czyżbym powiedział coś co wprawiło w osłupienie pannę Wiem-To-Wszystko? Powinieniem sobie pogratulować.
      Dziewczyna dalej nie wiedziała co powiedzieć, więc tylko stała i patrzyła na swojego nauczyciela z głupim wyrazem twarzy. Niech to cholera... i w jednej chwili już stał przy niej popychając ją na ścianę. Otworzyła usta, żeby powiedzieć:
- Pocałuj...
- Mnie? - dokończył za nią trącając jej pełne wargi palcem. - Kuszące... ale możliwość denerwowania cię jest jeszcze lepsza, więc...
      Nakreślił palcem „X” na jej ustach.
- ...nie – dokończył.


. . .


      Niedługo potem miała znów okazję być w Wielkiej Sali. Pomieszczenie przystrojone zostało jej ulubionymi białymi stokrotkami. Ceremonia była krótka lecz piękna. Jej oczy błyszczały radością, a uśmiech na twarzy nie znikał nawet na chwilę. Tej nocy Hermiona wyglądała pięknie – co prawda wyglądała tak zawsze, ale tamtego dnia jej uroda lśniła w szczególny sposób. Jakie szczęście miał ten drań. Ogromu miłości jaka pojawiała się w jej spojrzeniu, gdy na niego patrzyła, nie dało się opisać słowami.
      Gdy uroczystość zbiliżała się ku końcowi i zostały powiedziane słowa, na które czekali, Hermiona skupiła całą swoją uwagę na mężczyźnie stojącym przed nią. Czekała... i czekała... wszyscy goście czekali... Stał tam obejmując jej twarz dłońmi i patrząc jej głeboko w oczy. Trwali tak dopóki dziewczyna nie wytrzymała.
- Pocałuj mnie. - Jej głos przybrał błagalne brzmienie.
      Pokręcił głową gładząc kciukami jej policzki.
- Nie – wyszeptał i odszedł w kierunku tortu weselnego zostawiając Hermionę i wszystkich obecnych na sali w stanie głebokiego szoku.


. . .


      Rozparła się wygodnie w pokoju nauczycielskim z kubkiem herbaty w ręce. Była niedziela i Hermiona cieszyła się dniem wolnym od wrzeszczących uczniów. Cieszyła się też z wygrany w szachy. Nieczęsto udawało jej się pokonać tak dobrego gracza, więc była wyjątkowo dumna z siebie.
- Poddaj się, Severusie.
      Mężczyzna nawet nie podniósł wzroku znad szachownicy. W końcu wykonał ruch dalej unikając jej spojrzenia. Hermiona zaśmiała się cicho w odpowiedzi.
- Pocałujesz mnie? - zapytała niewinnie. Severus nie odpowiedział ani nie spojrzał na nią. Niewypowiedziane słowa „albo coś zupełnie innego” zawisły między nimi.
- Nie – powiedział wyzywająco patrząc jej w oczy.
- Świetnie! - parsknęła – Królowa na D4. Szach mat.


. . .


      W końcu wróciła do swoich kwater po wyczerpującym dniu pracy. Jedyne czego chciała to zapaść się w miekkiej pościeli i nie wstawać przez kilka następnych godzin. Nie udało jej się tam dotrzeć, więc ostatecznie położyła się na kanapie. Zamknęła oczy i warknęła gdy przez jej głowę przetoczyła się fala bólu. Powinna była poprosić Severusa o eliskir na migrenę. Po jakimś czasie dotarło do jej świadomości, że w pokoju jej zupełnie ciemno i nie ma w nim Snape'a. Zanim zdążyła się nad tym zastanowić poczuła znajome poczucie jego obecności. Podniósł jej nogi i zdjął buty z bolących stóp kładąc je sobie na kolanach. Zaczął delikatnie je masować.
- Severusie – westchnęła z ulgą.
      Mężczyzna nie zareagował i dalej w milczeniu pieścił jej stopy. Hermiona cały czas miała zamknięte oczy i zaczęła wydawać z siebie pomruki. Ból głowy odszedł zapomniany.
      Poczuła, że jego ręka powędrowała wyżej masując całą nogę. Po kilku minutach przesunął się na kanapie. Musnął ustam jej dłonie. Pochylił się nad jej ciałem podwijając spód bluzki. Przejechał nosem po odkrytym brzuchu gdzie następnie złożył kilka delikatnych pocałunków. Ręce Hermiony zanurkowały w dół i wplotły się w jego włosy.
      Kiedy pragnienie stało się zbyt silne złapała przód jego koszulki i pociągnęła tak, że przykrył jej ciało swoim. Brązowe oczy utonęły w spojrzeniu czarnych.
- Tak – odpowiedział na niezadane pytanie i całując jej pełne usta (i nie tylko) pokazał jak bardzo ją kocha.

sobota, 9 marca 2013

4. Pocałuj, do cholery! cz. I

Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu jest pierwsza część kolejnej miniaturki. Ciąg dalszy ukaże się niedługo. Czekam na komentarze ; D

Pozdrawiam
Megan


________________

Tytuł: Kiss me dammit!
Autor: Tatou27
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8895847/1/Kiss-me-dammit

________________


      Po godzinie wyczerpującej pracy jak zwykle jako pierwsza skończyła swój eliksir. Gdy zadzwonił dzwonek, była jednak ostatnią osobą, która wstała z miejsca. Zbliżyła się do biurka profesora.
- Pocałuj mnie – zażądała równie zuchwale co nieśmiało.
Snape nawet nie podnosząc oczu znad papierów odpowiedział zimnym głosem:
- Nie.


. . .


      Hermiona z wściekłością odwróciła się na pięcie i wyszła z klasy trzaskając drzwiami.
      Uczyła się do coraz szybciej zbliżających się O.W.T.M-ów i była tak pochłonięta książką, że nie zwracała uwagi na znacząco chrząkającą Madam Pince. Jedno szybkie spojrzenie na zegar powiedziało jej, że zasiedziała się nad lekturą, a biblioteka powinna być już zamknięta. Z trudem podniosła naręcze książek i wyszła. Szła ciemnym korytarzem w myślach powtarzając zaklęcia z Transmutacji, gdy zauważyła zbliżającą się ciemną postać.
Severus Snape spieszył do biblioteki w nadziei, że złapie Madame Pince zanim ta uda się do swoich komnat. Spostrzegł, że ksiażka, którą wypożyczył z biblioteki szkolnej była zniszczona i Snape wolał sobie nie wyobrażać jak okrutnie Madame Pince ukarze tego, który to zrobił. Nie miał też wątpliwości, że uda jej się znaleźć sprawcę.
      Z bezlitosnym uśmiechem otworzył książkę raz jeszcze, żeby ocenić szkody i dał się zaskoczyć wpadając na kogoś. Postać ta była o wiele niższa od niego i odruchowo złapała jego płaszcz, żeby nie upaść. Zderzyli się jednak ze zbyt wielkim impetem i obydwoje upadli na posadzkę. Severus leżał na górze z twarzą w mnóstwie włosów zasłaniających mu widok.
- PANNO GRANGER!
      Dziewczyna podniosła na niego swoje miodowe oczy, w których błyszczało zaskoczenie.
- Pocałuj mnie – wyszeptała.
      Rozchylił usta patrząc w jej oczy...
- Nie.


. . .


      Wstał i odszedł.
      Wielka Sala rozbrzmiewała śmiechem i krzykami. Nic dziwnego, gdyż był to dzień uroczystego zakończenia roku szkolnego. Gdy dyrektor wywołał nazwisko prefekta naczelnego w sali wybuchł głośny aplauz. Hermiona Granger – najlepsza czarownica jej pokolenia opuszczała Hogwart z najwyższymi ocenami od czasów gdy Dumbledore był studentem. Odebrała swój dyplom i podeszła do stojących w rzędzie nauczycieli by odebrać gratulacje od każdego z nich.
Na samym końcu stał profesor Snape. Na jego twarzy cały czas widniał grymas niezadowolenia (jednak niektórzy mogliby oczekiwać, że będzie się cieszył, gdy jego wróg - Harry Potter – zniknie ze szkoły). Hermiona zbliżyła się do jego postaci ze smutkiem w oczach, który zaraz przerodził się w determinację. Podali sobie ręce i w chwili gdy Snape chciał odejść, pociągnęła go za dłoń bliżej siebie.
- Pocałuj mnie – powiedziała, gdy spojrzał w jej nabrzmiałe od powstrzymywanych łez oczy.
      Po chwili pożerania wzrokiem jej ust pochylił głowę w jej stronę.
- Nie – wyszeptał oddechem pieszcząc jej ucho.


. . .


      Męczyła się nad swoim kotłem pomagając profesorowi Snape. Uzupełniali zapas eliksirów na następny rok szkolny. Hermiona była bardzo zaskoczona, gdy Severus przyjął jej pomoc nawet nie kręcąc nosem. Myslała na początku, że zmienił nastawienie, ale okazało się, że w tym roku wyjątkowo Mistrz Elskirów miał dużo do zrobienia, a jako jedyny posiadał potrzebne umiejętności. Tak czy inaczej, Hermiona była zadowolona, że może pracować u jego boku.
Kończyła juz ostatnią partię Eliksiru Nasennego, gdy drzwi klasy otworzyły się uderzając z impetem o futrynę. Świetnie. Znowu ma te swoje humory – pomyślała Hermiona. Jednak przez następne kilka chwil nic się nie wydarzyło. Dziewczyna była pewna, że Snape poszedł do swojego gabinetu, więc nerwowo podskoczyła, gdy nagle pojawił się za jej plecami.
      Chciała, żeby sprawdził jej prawie ukończony eliskir, ale nie śmiała odwrócić się i poprosić go o to. Czuła ciepło jego ciała tak blisko niej. Zamarła w oczekiwaniu. Zamknęła oczy, gdy poczuła na szyi jego gorący oddech. W brzuchu poczuła motylki na mysl o tym co może się zaraz stać. Jednak nic się nie stało.
- Pocałuj mnie – wydyszała czując coraz większe pragnienie.
      Przysunął się bliżej, tak że mogła poczuć erekcję napierającą na jej pośladki. Położył ręce na jej dniach spoczywających na blacie przed nią i zaczął poruszać biodrami tak boleśnie powoli, że wyjęczała:
- Pocałuj mnie!
Pochylił się trącając nosem jej szyję i przyciskając usta do wrażliwej w tym miejscu skóry wyszeptał:
- Nie.
Pozostała tam zimna... i bardzo skrępowana. 

Ciąg dalszy nastąpi... 

wtorek, 12 lutego 2013

3. Cień

Tak jak obiecałam, zabieram się za tłumaczenie. Następny tekst będzie gotowy w ciągu najbliższych dwóch tygodni. 

Megan

___________________

Tytuł: Shadow
Autor: Opera777
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8149755/1/Shadow

___________________



      Była tam, gdzie zawsze wolała być tego dnia. Klęczała w śniegu przy obsydianowej tablicy, ignorując ból w kolanach. W miejscach gdzie śnieg stopniał i przemoczył pelerynę szczypała ją skóra. To wszystko jednak było nieporównywalne z bólem w jej sercu.
- Tak bardzo za Tobą tęsknię, Severusie – rozległ się jej cichy szept – Czasem nawet nie wiem jak mi się udaje przetrwać kolejny dzień. Gdzieś tam głęboko cały czas czekam aż przejdziesz przez pokój albo zobaczę Cię pochylonego nad książkami w bibliotece. Cały czas mam wrażenie, że jesteś tam obecny. Tęsknię za tobą. Wiem, że to egoistyczne z mojej strony, ale czasem prawie chciałabym, żebyś został duchem. Nie byłabym wtedy taka samotna. Wiem, że nie powinnam nawet tak myśleć. Przepraszam. Masz prawo być w końcu wolnym od tego świata, wiem to. Minerva zapytała mnie czy nie chciałabym zastąpić Cię na lekcjach eliksirów. Cały dzień wypełniony Gryfonami i Ślizgonami z roczników od trzeciego do szóstego. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Mogę sobie wyobrazić Twoją reakcję. Nie wiem czemu Minerva nie pozwala połączyć klas. To by wszystkim ułatwiło życie, ale McGonagall i poprzedni dyrektor chcieli podążać za tradycją. Niestety dzień pełen uczniów jest najmniejszym z moich zmartwień.
- Miałam trudności nawet z dotarciem do klasy. Gdy tylko postawiłam stopę w korytarzu, jedynym o czym mogłam myśleć, byłeś Ty. Wręcz oczekiwałam, że nagle wyłonisz się zza zakrętu. Niemal czułam Twoje ramiona oplatające moje ciało i słyszałam Twój oddech. Oddałabym wszystko by znowu mieć Cię z powrotem. I tak stalibyśmy wtuleni w siebie, a cisza wokół nas powiadziałaby mi o czym myślisz. - Hermiona pociągnęła nosem i jedna duża łza potoczyła się po jej policzku. - Pamiętasz tę noc, gdy powiedzieliśmy: „Pieprzyć to wszystko.” i aportowaliśmy się w Paryżu? Spędziliśmy tam trzy dni i to była chyba najbardziej impulsywna rzecz jaką kiedykolwiek zrobiliśmy.
      Ciemna postać bezszelestnie przeszła przez cmentarz i zatrzymała się nieopodal płaczącej kobiety. Srebrna główka laski połyskiwała w świetle księżyca, gdy właściciel przekładał ją z ręki do ręki w geście zniecierpliwienia. Był tam, bo pamiętał o swoim przyjacielu, ale nie chciał odbierać tego czasu młodej kobiecie, która miała do tego takie samo prawo jak on. Gdy tak stał w ciszy, mógł usłyszeć jej szept niesiony mroźnym podmuchem wiatru:
- Po namyśle jednak... uważam, że to nasz pierwszy pocałunek był najbardziej impulsywny, niespodziewany. Po prostu się stało. W środku naszej kłótni. To była cudowna chwila. Wystarczyło, że o tym pomyslałam i już byłam gotowa, żeby rozpocząć pierwszą lekcję z Gryffindorem i Slytherinem - powiedziała łapiąc łzę spływającą po brodzie i nie zdając sobie sprawy z obecności drugiej postaci - Nie wiem nawet ile razy specjalnie trzasnęłam drzwiami. Po prostu chciałam, żeby było tak jak dawniej, jak wtedy, gdy byłeś ze mną. Klasa eliksirów wygląda teraz okropnie. Nowy Mistrz Eliksirów sprawił, że przypomina bardziej schronienie niż laboratorium. Wygląd składziku złamał mi serce. Próbowałam przywrócić mu taki wygląd, jaki powinien mieć według Ciebie. Wiem, że nie powinnam, bo on już nie jest Twój. Severusie, tak bardzo Cię potrzebuję. Potrzebuję, żebyś mówił mi, że jestem głupiutką kobietą i podstępnym Gryfonem. Kocham Cię tak bardzo, że nie mogę wytrzymać z bólu, gdy Ciebie nie ma.
- Poprosiłam Minervę, żeby pozwoliła mi porozmawiać z Twoim portretem, ale gdy już stanęłam naprzeciw niego, wybuchnęłam płaczem i nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa. Mogę niemal zobaczyć grymas niezadowolenia na Twojej twarzy. Naprawdę nie wiem co się stało z tą gryfońską odwagą na którą zawsze narzekałeś. Może to mój egoizm a może zwyczajne tchórzostwo. Po prostu nie chcę stawiać czoła całemu światu sama.
      Szlochając pochyliła się nad nagrobkiem i co chwila ścierała rękawiczką z twarzy błyszczące łzy. Postać stojąca za nią poruszyła się chcąc podejść bliżej, ale zamarła, gdy dziewczyna znów zaczęła mówić.
- Dla ciebie to pewnie jak urodzić się na nowo, prawda? - zapytał wybuchając śmiechem – Wiem, że prawdopodobnie śmierć była dla Ciebie czymś cudownym. Mam nadzieję, że jest Ci dobrze tam, gdzie jesteś i że będziesz czekał aż nadejdzie mój czas. Nie, nie zamierzam zrobić niczego niedorzecznego, czy może – jakbyś Ty to określił – gryfońskiego. Będę czekać na śmierć ogrzewając dni wspomnieniami o Tobie. Ale ty! Ty oślizgły draniu! Nie masz pojęcia jak bardzo trudne to będzie dla mnie. Przepraszam, wiem, że nienawidzisz być tak nazywany, ale tak bardzo mi Ciebie brakuje... Kocham Cię, Severusie Snape i nigdy nie przestanę.
      Hermiona po raz kolejny wybuchnęła nieprzerwanym szlochem nad grobem swojego męża. Jej płacz boleśnie rozdzierał ciszę. Poczuła na twarzy dotyk miękkiej chusteczki. Spojrzała w górę i napotkała wzrok jedynej na świecie osoby, która wiedziała o niej i Severusie.
      Nie miała nigdy lepszego przyjaciela niż on; był nawet świadkiem na ich ślubie. W te noce, gdy Lucjusz nie był wzywany do Czarnego Pana, przychodził do Hogwartu i siedział z Hermioną w kwaterach Snape'a, często cierpliwie wysłuchując jej pełnych strachu i frustacji pretensji. Posłała mu blady uśmiech.
- Tęsknię za nim, Lucjuszu – powiedziała, a łzy znów zaczęły kapać po jej policzkach.
- Ja też, Hermiono – odrzekł łapiąc ją za rękę – Wiem, że nie jestem nim, ale gdybyś mi pozwoliła...
      Przytaknęła wstając z jego pomocą. Rzucił ogrzewający i osuszający czar na jej ubrania i mocno otoczył ją ramionami. Przytuliła twarz do wgłębienia w jego szyi.
- Dziękuję – szepnęła – Dziękuję, że byłeś dla niego dobrym przyjacielem.
Ciii... - uciszył ją – Proszę zamknąć oczy pani Snape i pozwolić mi być tym kogo potrzebujesz.
      Przymknęła powieki i cofnęła się do czasów, gdy była asystentką swojego męża. Próbowali wtedy ignorować rodzące się w nich uczucia kłócąc się coraz głośniej i częściej. Trwało to do czasu aż nauczyciele zamknęli ich w składziku, ale to co uważali za bolesne zderzenie takich samych charakterów było tak naprawdę rozkwitającą już miłością. Właśnie wtedy, w tym sładziku, pocałowali się po raz pierwszy.
      I to było jak eksplozja. Miłość i namiętność rosły w nich w zastraszającym tempie. Śmiała się z głupstw, które popełniali, gdy nie byli w klasie. Przeszli długą drogę od szlabanów do randek. Czasem Severus przeklinał swój brak logiki, gdy widział, że Hermiona jest nim zainteresowana. Gdy została wybrana prefektem na szóstym roku, otrzymała połączenie z kominkiem profesora Snape'a i od tamtej pory mogli mieszkać razem pod samym nosem dyrektora. Severus cieszył się z oszukiwania starego przełożonego równie mocno jak z miłości Hermiony.
Dziewczyna wiedziała, że Snape był przekonany, że nie przeżyje wojny. Dlatego w jej osiemnaste urodziny poprosił ją o rękę w małej włoskiej restauracji w Londynie. Wyglądał wtedy tak młodo, gdy jego oczy jaśniały nadzieją i miłością do niej. Pokochała u niego ten wyraz twarzy i nie musiała długo czekać by znowu go zobaczyć. Pobrali się cztery miesiące później, pod koniec wiosny. Lucjusz był ich świadkiem i jedynym gościem. Pomógł nawet w kupnie sukni ślubnej i zorganizował im miesiąc miodowy w château we Francji. Wrócili do szkoły pod koniec Świąt Bożego Narodzenia i właśnie wtedy wszystko się zepsuło.
      Zaczęło się od Bellatrix, która zabiła dyrektora, co było zadaniem Severusa. Harry i Ron pojechali szukać horokusów, podczas gdy Hermiona została w zamku, w kwaterach Snape'a i patrzyła jak wszystko powoli upada. Była w rezydencji Malfoyów kiedy Harry i Ron zostali złapani. Nie widziała Lucjusza od dnia ich ślubu i wystarczyło na niego spojrzeć, żeby domyśleć się dlaczego. W nocy zszedł do lochów, złapał ją za rękę i błagał, żeby była silna, bo on i Severus robią wszystko co w ich mocy. Zobaczyła swojego męża dopiero, gdy uciekli z rezydencji. Spieszyli do biura dyrektora i mogła zobaczyć jak gaśnie blask w jego oczach, gdy na nią patrzył. Tej nocy trzymał ją tak mocno jak nigdy w życiu. Cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha, zupełnie jakby chciał wyryć to w jej duszy i sercu na zawsze. Przyrzekła mu, że nigdy nie pokocha nikogo oprócz niego. Dwanaście godzin później spotkali się we Wrzeszczącej Chacie i cieszyli się ostatnim pocałunkiem.
Hermiona czuła pod policzkiem jak drży ciało Lucjusza i nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
- Coś nie tak, Lucjuszu? Czyżby ktoś chodził po Twoim grobie? - Wiedziała, że pytanie było co najmniej niewłaściwe, ale lepsze było to niż rozpaczanie cały czas.
- Jeszcze jeden krok w lewo i to ty będziesz tą osobą – rozbrzmiał głos nienależący do Malfoya.
     Hermiona zamarła. Nie. To niemożliwe. A może jednak? Kobieta podniosła wzrok powtarząjąc w duchu: „Proszę, proszę, proszę...”.
- Severus?
- Hermiona.
     Dziewczyna przywołała się do rzeczywistości. To nie może być prawda.
- Lucjuszu, to miłe z twojej strony, ale nie musisz tego robić.
- Robić czego? - zapytał Malfoy deportując się dwa metry od nagrobka, przy którym stała Hermiona – Kochana pani Snape, właśnie trzyma pani w ramionach najprawdziwszy oryginał.
Hermiona spojrzała w oczy Severusa i uśmiechęła się.
- Naprawdę?
- Naprawdę – odpowiedział uroczyście.
     Dziewczyna sięgnęła w górę i przyciągnęła go za klapy marynki do pocałunku. Całowali się długo i wyjątkowo gwałtownie, jak gdyby chcieli się upewnić, że naprawdę są tam razem. W końcu oderwali sie od siebie łapczywie chwytając powietrze.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mam tysiąc pytań? - zapytała.
- Tylko tysiąc?
- Severusie?
- Hmm..?
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Hermiono – powiedział przykrywając jej usta swoimi.
Koniec.
.
.
.
.
.
(prawie)
.
.
.
.
.
.

- Będziecie mieli coś przeciwko przeniesieniu się w inne miejsce? - zapytał Lucjusz ścierając śnieg z twarzy – Cholernie mi zimno.
     Severus i Hermiona oderwali się od siebie z głośnym cmoknięciem.
- Jak sobie życzysz, Lucjuszu – powiedział Snape – Do rezydencji, jak przypuszczam?
- Oczywiście. Do biblioteki. - odpowiedział – I tak przy okazji – wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Severusie.
     I aportowali się.

sobota, 9 lutego 2013

Informacja


Przez ostatnie miesiące nie miałam czasu na tłumaczenie, ale zamierzam powrócić na tego bloga i dalej publikować miniaturki. Zastanawiam się tylko czy nie zmienić tematyki tekstów. Chciałabym poznać Waszą opinię, jeśli w ogóle ktoś jeszcze tu zagląda. Zaczęłam tłumaczenie miniaturki, pt.: "Shadow" i zamieszczę je tutaj na początku przyszłego tygodnia. Tymczasem czekam na komentarze od tych z Was, którzy nie zapomnieli o tym blogu : D

Pozdrawiam,
Meg.