Cześć wszystkim! : )
Dużo się ostatnio dzieje - i to niekoniecznie fajnych rzeczy - i nie mam na razie ochoty na tłumaczenie miniaturek. Nie zostawię Was jednak z pustymi rękami. Dla tych z Was, którzy chcieliby zobaczyć jak piszę, nie tłumaczę, założyłam blog. Już wcześniej próbowałam publikować dłuższe historie, ale niestety nie wychodziło to zbyt dobrze. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
http://hermiona-severus-i-inne.blogspot.com/
Gorąco zapraszam : D
Pozdrawiam
Megan
INFORMACJE
1. Zamieszczone tu opowiadania nie są moją własnością, ja je tylko tłumaczę.
2. Zawsze staram się napisać wiadomość do autora z prośbą o zgodę na tłumaczenie.
3. Notki będą pojawiały się co dwa tygodnie (najprawdopodobniej w weekend).
4. Jeśli już przeczytałaś/eś zrób mi tę przyjemność i zostaw komentarz. Chciałabym wiedzieć czy to, co robię podoba się Wam i co mogę zmienić, żeby było lepiej.
Megan
2. Zawsze staram się napisać wiadomość do autora z prośbą o zgodę na tłumaczenie.
3. Notki będą pojawiały się co dwa tygodnie (najprawdopodobniej w weekend).
4. Jeśli już przeczytałaś/eś zrób mi tę przyjemność i zostaw komentarz. Chciałabym wiedzieć czy to, co robię podoba się Wam i co mogę zmienić, żeby było lepiej.
Megan
piątek, 31 maja 2013
sobota, 11 maja 2013
6. Koszmar cz. I
Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało. Co prawda, tylko połowa, ale jest : D
Enjoy!
M.
Tytuł oryginału: The Third Nightmare
Autor: Mavennica
Zgoda: jest
Link: http://www.fanfiction.net/s/9160007/1/The-Third-Nightmare
Enjoy!
M.
________________
Tytuł oryginału: The Third Nightmare
Autor: Mavennica
Zgoda: jest
Link: http://www.fanfiction.net/s/9160007/1/The-Third-Nightmare
________________
Bieg.
Niekończący się bieg w nieprzeniknionej ciemności. Hermionie
zdawało się, że biegnie tak od zawsze. Była zmęczona, ale wciąż
z wysiłkiem stawiała jedną stopę za drugą. Tak bardzo chciała
się zatrzymać, ale wiedziała, że On jej nie pozwoli.
Nagle
mrok rozproszyło światełko i dziewczyna skierowała się w jego
stronę. Mignął jej przed oczami obraz ciemnowłosego chłopca w
kołysce i mężczyznę pochylającego się nad nim. Mogła usłyszeć
jak krzyczy on na łkające dziecko w pijackiej furii.
Podeszła
bliżej nie zauważając pojawienia się ruchomych piasków
blisko miejsca, w którym stała. Nagle pojawił się On. Jego
szaty i włosy powiewały na wietrze, którego Hermiona nie
czuła. Wbił w nią czarne jak noc oczy i krążył nad nią niczym
wielki nietoperz.
- Uciekaj
stąd, mała dziewczynko.
Hermiona
zamarła, gdy zobaczyła z bliska jego kły. Był tak blisko, że
mogła poczuć owiewający ją zimny oddech mężczyzny.
- Uciekaj
zanim cię zabiję.
Dopiero
gdy zbliżej się bardziej, Hermiona otrząsnęła się i w panice
zaczęła biec najszybciej jak umiała. W płucach brakowało jej
powietrza, ale czuła jak adrenalina coraz szybciej krązy po jej
ciele. On odleciał dopiero, gdy dziewczyna oddaliła się od
ruchomych piasków.
Powietrze
wokół niej zgęstniało i Hermiona poczuła, że trudniej jej
biec. Ciemność zaczęła kłębić się pod jej stopami,
spowalniając ją. Biegła cały czas prosto, a jej impet ochronił
ją przed pogrążeniem się w mroku.
W
górę, w dół; w prawo, w lewo – te słowa traciły
znaczenie, gdy Hermiona przedzierała się tak bez końca przez
ciemność. Szare światło eksplodowało po jednej stronie ukazując
podobiznę ciemnowłosego chłopca.
Po
chwili pojawiła się też dziewczyna o ognistych włosach, która
zaczęła go wyśmiewać. Hermiona nie znała jej, ale nienawidziła
równie mocno jak chłopiec. Nienawidziła tych perfekcyjnych
włosów, perfekcyjnej skóry, oczu, figury i dźwięcznego
śmiechu.
- Dlaczego
jej nienawidzisz? - W ciemności rozległ się delikatny szept.
Hermiona
podskoczyła zaskoczona. Była zbyt skupiona na rozgrywającą się
przed nią sceną.
- Kim
jesteś? – zapytała.
- Przyjacielem
– padła odpowiedź.
- Zła
odpowiedź. Constant
vigilance! Pokaż
się!
- To
nic nie da. Moja forma została mi odebrana – westchnął cicho
głos.
Hermiona
nie mogła się oprzeć:
- Kto
ci ją odebrał?
Poczuła
łagodny podmuch powietrza z prawej strony.
- Zrobił
to syn czerwonowłosej kobiety, którą przed chwilą
widziałaś.
Hermiona
poczuła coś na kształt sympatii do głosu, z którym
rozmawiała. Nienawidziła kobiety, którą widziała, a teraz
cześć tej antypatii przelała na jej syna.
- Okropne.
Czyli to wszystko jej wina, tak?
Poczuła jak ciemność wokół niej gęstnieje na znak potwierdzenia.
Poczuła jak ciemność wokół niej gęstnieje na znak potwierdzenia.
- Tak,
ona zapoczątkowała to wszystko. Była okrutna dla małego chłopca,
którego widziałaś, a potem jej syn był tak samo okrutny dla
mnie.
Im
dłużej Hermiona rozmawiała z nowym przyjacielem, tym wolniejsze
było tempo, w którym się poruszała. Była już zmęczona
biegiem i wszystko czego chciała to postać w jednym miejscu chociaż
kilka sekund. Zwolniła jeszcze bardziej.
Teraz
gdy stała, obrazy przestały ją gonić. Otoczyły ją z każdej
strony, a postać czerwonowłosej dziewczyny pojawiła się tuż
przed nią.
Głos
przyjął formę, która kiedyś musiała być mężczyzną, ale
w tamtej chwili wyglądała jak ogromny wąż. W miejscu nosa miał
dwa rozcięcia, a jego oczy błyszczały wrogo czerwienią.
c.d.n.
niedziela, 31 marca 2013
5. Jak mogło być
A więc kolejna miniaturka. Znowu trochę smutna, nie wiem czemu ostatnio tylko takie chce mi się tłumaczyć : D
Dziękuje za komentarze i mam nadzieję, że będzie ich równie dużo pod tą notką. ; )
M.
Dziękuje za komentarze i mam nadzieję, że będzie ich równie dużo pod tą notką. ; )
M.
____________________________
Tytuł oryginału: What Might Have Been
Autor: SexySloth
Zgoda: jest
Link: http://www.fanfiction.net/s/8741303/1/What-Might-Have-Been
_____________________________
Siedziała
samotnie ze szklanką złocistego płynu w dłoni. Była kobietą o
trudnym do określenia wieku; mogła mieć od 30 do 40 lat i tylko
kilka zmarszczek okalających usta i oczy mówiły, że jej
młodość już przeminęła. Ubranie miała skromne, ale gustowne –
nieskazitelne brązowe szaty, które podkreślały kolor jej
oczu. Oczu, które właśnie spoczywały na lnianej chuście,
którą się bawiła przez ostatnie 10 minut. To dlatego nie
zarejestrowała, że w pomieszczeniu ktoś się aportował.
-
Witaj... - rozległ się znajomy głos. Podniosła oczy i napotkała
czarne tęczówka uważnie się w nią wpatrujące. - Mogę
usiąść?
Lekko
drgnęła, gdy mężczyzna od razu skierował swe kroki ku pustemu
krzesłu naprzeciwko niej. Siedzieli w ciszy kilka chwil, aż kobieta
w końcu przemówiła:
-
Nie myślałam, że przyjdziesz.
Mężczyzna
pozostał niewzruszony, tylko jego oczy zwróciły się ku
niej. Zauważyła, że kącik jego ust podniósł się
nieznacznie i przeszedł ją dreszcz. Ostatni raz widziała jak
powstrzymywał uśmiech tak dawno temu...
-
Ja też nie myślałem, że to zrobię.
Uśmiechnęła
się, gdy poczuła, że napięcie między nimi opada.
-
Minęło tyle czasu... - powiedziała miękko zataczając palcem
kółka na brzegu kieliszka. Nie upiła nawet łyka swojej
sherry, mimo że był to jej ulubiony alkohol. Znów zapadła
cisza. Patrzył na nią z czymś na kształt czułości i... żalu?
-
Rzeczywiście... - nie skończył, gdyż pojawił się przy nich
kelner. - Podwójną Ognistą Whiskey, proszę.
Kelner
odszedł, a kobieta upiła trochę swojego wina i odchrząknęła. Po
kilku sekundach walki toczonej w swojej głowie odezwała się
ponownie:
-
Często o tobie myślałam. - I zamilkła pozwalając by te słowa
zawisły między nimi. Kolej na jego ruch.
Mężczyzna
prawie niezauważalnie skinął głową. Jego ruchy były wyważone i
delikatne jak zawsze.
-
Ja również. - Przeczyścił gardło. - Czytałem o twoim
ślubie. Wierzę, że gratulacje byłyby spóźnione. -
Obserwowała jak w jego oczach pojawiała się pustka, gdy to mówił.
To była jego maska. Maska, której używał, gdy chciał coś
ukryć.
-
Tak. Trudno uwierzyć, że to już siedemnaście lat. - uśmiechnęła
się, a on odwzajemnił jej uśmiech i kobieta nie mogła się
powstrzymać, żeby nie dodać:
-
Wiesz, że czekałam na ciebie.
Samotna
łza, której nie zdążyła zatrzymać spłynęła po jej
policzku. Mężczyzna zamknął oczy powstrzymując wydobywające się
z gardła westchnienie.
-
Wiem – odpowiedział.
-
Dlaczego nie wróciłeś? - zapytała czując złość, która
nawet po tylu latach nie zdażyła się wypalić.
Poczekał
chwilę zanim odpowiedział. Jego głos nawet nie drżał.
-
Nie chciałem kalać cię moim nazwiskiem, Hermiono. Spędziłem
tygodnie myśląc o tym wciąż i wciąż, i... - odetchnął głęboko
czując ucisk w gardle – Gdy wreszcie zrozumiałem... było już za
późno. Przeczytałem o twoim ślubie zanim wróciłem
do Wielkiej Brytanii. - Uśmiechnął się smutno słysząc, że
zapłakała. - Wyglądałaś pięknie w sukni ślubnej.
Sapnęła
słysząc to.
-
Ty... byłeś tam? Ale ja... ja cię nie widziałam...
-
Nie chciałem zostać zauważony. To nie był odpowiedni czas ani
miejsce. Pragnąłem tylko twojego szczęścia. - Zmarszczył brwi
zastanawiając się nad czymś – Czy jesteś szczęśliwa,
Hermiono?
Siedziała
prosto, nie poruszając się. Przed oczami przelatywały jej
wspomnienia: jej ślub i noc po nim. Miesiąc miodowy i małe dzieci
z rudymi główkami, które pojawiły się po nim.
Materiał, którego nauczała; sex, który uprawiała;
dzieci, które urodziła; pocałunki, które złożyła;
dłonie, które trzymała; śmierci, które opłakiwała
i wszechobecne poczucie miłości okalające ją zawsze. Oczywiście,
poczuła co to smutek, ale miłości i szczęśliwego życia
doświadczyła więcej.
-
Tak, jestem.
Severus
uśmiechnął się, ale uśmiech ten nie dosięgnął jego oczu.
-
Cieszę się, Hemriono.
Zanurkował
dłonią w kieszeni i wyjął garść sykli, które położył
na stole. Chciał wyjśc, a Hermiona poczuła, że ogarniają ją
desperackie pragnienie zatrzymania go. Jej mała dłoń wsunęła się
w jego ogromną. Pod palcami czuła jego przyspieszony puls.
-
Severusie! - Odwrócił się; jego oczy prosiły, żeby nic nie
mówiła.
-
Nie, Hermiono. Proszę. - jego głos był niski i ciepły – Po
prostu zostawmy to tak jak jest.
-
Ale...
-
Wiem, Hermiono, wiem. - Z tymi słowami zniknął.
Znów
była sama, przy stoliku. Kelner przyszedł przyjąć ponowne
zamówienie, ale cicho odmówiła wskazując ręką
monety leżące na stoliku. Złapała płaszcz i skierowała się do
wyjścia, jej włosy zasłaniały cały widok. Wyszła w noc i
rozejrzała się z nadzieją, ale nie ujrzała nikogo. Słychac było
tylko zawodzenie wiatru i cichy szept tonący w nim:
-
Kocham cię...
środa, 13 marca 2013
4. Pocałuj, do cholery! cz. II
Oddaję w Wasze ręce drugą część miniaturki. Zaczęłam już tłumaczyć następną, więc powinna się ukazać (w całości) mniej więcej za tydzień.
Megan
.
. .
Wpadła do jego biura bez
pukania czerwona ze złości.
-
Jak śmiesz... - spojrzała w oczy stojącemu przed nią człowiekowi
– Jak śmiesz robić coś takiego?
Mężczyzna uniósł brew,
gdy Hermiona zaczęła jak furia krążyć po jego gabinecie
wyrzucając z siebie potoki słów „Drań... 100 punktów....
Gryffindor... dupek...”.
Severus pozwolił sobie na jeden
pełen samozadowolenia uśmieszek zanim znów na jego twarzy
pojawiła się obojętność. Kochał ją denerwować.
-
Proponawałbym zaprzestania tego dziecięcego zachowania dopóki
nie wydeptałaś dziury w podłodze, w której byłbym zmuszony
cię zakopać.
Hermiona nie słyszała albo
postanowiła go zignorować. Cóż... Severus nie lubił byc
ignorowany.
-
Hermiono... - zaczął.
-...idiota...
-
Hermiono.
-...cholernie absurdalne...
-
HERMIONO!
-
CO?!
-
Jesteś piękna.
-
Wkurzający i... co?!
-
Nie powtórzę tego.
Hermiona stała tam gapiąc się
na niego.
-
Czyżbym powiedział coś co wprawiło w osłupienie pannę
Wiem-To-Wszystko? Powinieniem sobie pogratulować.
Dziewczyna dalej nie wiedziała
co powiedzieć, więc tylko stała i patrzyła na swojego nauczyciela
z głupim wyrazem twarzy. Niech to cholera... i
w jednej chwili już stał przy niej popychając ją na ścianę.
Otworzyła usta, żeby powiedzieć:
-
Pocałuj...
-
Mnie? - dokończył za nią trącając jej pełne wargi palcem. -
Kuszące... ale możliwość denerwowania cię jest jeszcze lepsza,
więc...
Nakreślił
palcem „X” na jej ustach.
-
...nie – dokończył.
.
. .
Niedługo
potem miała znów okazję być w Wielkiej Sali. Pomieszczenie
przystrojone zostało jej ulubionymi białymi stokrotkami. Ceremonia
była krótka lecz piękna. Jej oczy błyszczały radością, a
uśmiech na twarzy nie znikał nawet na chwilę. Tej nocy Hermiona
wyglądała pięknie – co prawda wyglądała tak zawsze, ale
tamtego dnia jej uroda lśniła w szczególny sposób.
Jakie szczęście miał ten drań. Ogromu miłości jaka pojawiała
się w jej spojrzeniu, gdy na niego patrzyła, nie dało się opisać
słowami.
Gdy
uroczystość zbiliżała się ku końcowi i zostały powiedziane
słowa, na które czekali, Hermiona skupiła całą swoją
uwagę na mężczyźnie stojącym przed nią. Czekała... i
czekała... wszyscy goście czekali... Stał tam obejmując jej twarz
dłońmi i patrząc jej głeboko w oczy. Trwali tak dopóki
dziewczyna nie wytrzymała.
-
Pocałuj mnie. - Jej głos przybrał błagalne brzmienie.
Pokręcił głową gładząc kciukami jej policzki.
Pokręcił głową gładząc kciukami jej policzki.
-
Nie – wyszeptał i odszedł w kierunku tortu weselnego zostawiając
Hermionę i wszystkich obecnych na sali w stanie głebokiego szoku.
.
. .
Rozparła
się wygodnie w pokoju nauczycielskim z kubkiem herbaty w ręce. Była
niedziela i Hermiona cieszyła się dniem wolnym od wrzeszczących
uczniów. Cieszyła się też z wygrany w szachy. Nieczęsto
udawało jej się pokonać tak dobrego gracza, więc była wyjątkowo
dumna z siebie.
-
Poddaj się, Severusie.
Mężczyzna
nawet nie podniósł wzroku znad szachownicy. W końcu wykonał
ruch dalej unikając jej spojrzenia. Hermiona zaśmiała się cicho w
odpowiedzi.
-
Pocałujesz mnie? - zapytała niewinnie. Severus nie odpowiedział
ani nie spojrzał na nią. Niewypowiedziane słowa „albo coś
zupełnie innego” zawisły między nimi.
-
Nie – powiedział wyzywająco patrząc jej w oczy.
-
Świetnie! - parsknęła – Królowa na D4. Szach mat.
.
. .
W
końcu wróciła do swoich kwater po wyczerpującym dniu pracy.
Jedyne czego chciała to zapaść się w miekkiej pościeli i nie
wstawać przez kilka następnych godzin. Nie udało jej się tam
dotrzeć, więc ostatecznie położyła się na kanapie. Zamknęła
oczy i warknęła gdy przez jej głowę przetoczyła się fala bólu.
Powinna była poprosić Severusa o eliskir na migrenę. Po jakimś
czasie dotarło do jej świadomości, że w pokoju jej zupełnie
ciemno i nie ma w nim Snape'a. Zanim zdążyła się nad tym
zastanowić poczuła znajome poczucie jego obecności. Podniósł
jej nogi i zdjął buty z bolących stóp kładąc je sobie na
kolanach. Zaczął delikatnie je masować.
-
Severusie – westchnęła z ulgą.
Mężczyzna
nie zareagował i dalej w milczeniu pieścił jej stopy. Hermiona
cały czas miała zamknięte oczy i zaczęła wydawać z siebie
pomruki. Ból głowy odszedł zapomniany.
Poczuła,
że jego ręka powędrowała wyżej masując całą nogę. Po kilku
minutach przesunął się na kanapie. Musnął ustam jej dłonie.
Pochylił się nad jej ciałem podwijając spód bluzki.
Przejechał nosem po odkrytym brzuchu gdzie następnie złożył
kilka delikatnych pocałunków. Ręce Hermiony zanurkowały w
dół i wplotły się w jego włosy.
Kiedy
pragnienie stało się zbyt silne złapała przód jego
koszulki i pociągnęła tak, że przykrył jej ciało swoim. Brązowe
oczy utonęły w spojrzeniu czarnych.
-
Tak – odpowiedział na niezadane pytanie i całując jej pełne
usta (i nie tylko) pokazał jak bardzo ją kocha.
sobota, 9 marca 2013
4. Pocałuj, do cholery! cz. I
Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu jest pierwsza część kolejnej miniaturki. Ciąg dalszy ukaże się niedługo. Czekam na komentarze ; D
Pozdrawiam
Megan
Tytuł: Kiss me dammit!
Autor: Tatou27
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8895847/1/Kiss-me-dammit
Pozdrawiam
Megan
________________
Tytuł: Kiss me dammit!
Autor: Tatou27
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8895847/1/Kiss-me-dammit
________________
Po
godzinie wyczerpującej pracy jak zwykle jako pierwsza skończyła
swój eliksir. Gdy zadzwonił dzwonek, była jednak ostatnią
osobą, która wstała z miejsca. Zbliżyła się do biurka
profesora.
-
Pocałuj mnie – zażądała równie zuchwale co nieśmiało.
Snape
nawet nie podnosząc oczu znad papierów odpowiedział zimnym
głosem:
-
Nie.
.
. .
Hermiona
z wściekłością odwróciła się na pięcie i wyszła z
klasy trzaskając drzwiami.
Uczyła
się do coraz szybciej zbliżających się O.W.T.M-ów i była
tak pochłonięta książką, że nie zwracała uwagi na znacząco
chrząkającą Madam Pince. Jedno szybkie spojrzenie na zegar
powiedziało jej, że zasiedziała się nad lekturą, a biblioteka
powinna być już zamknięta. Z trudem podniosła naręcze książek
i wyszła. Szła ciemnym korytarzem w myślach powtarzając zaklęcia
z Transmutacji, gdy zauważyła zbliżającą się ciemną postać.
Severus
Snape spieszył do biblioteki w nadziei, że złapie Madame Pince
zanim ta uda się do swoich komnat. Spostrzegł, że ksiażka, którą
wypożyczył z biblioteki szkolnej była zniszczona i Snape wolał
sobie nie wyobrażać jak okrutnie Madame Pince ukarze tego, który
to zrobił. Nie miał też wątpliwości, że uda jej się znaleźć
sprawcę.
Z
bezlitosnym uśmiechem otworzył książkę raz jeszcze, żeby ocenić
szkody i dał się zaskoczyć wpadając na kogoś. Postać ta była o
wiele niższa od niego i odruchowo złapała jego płaszcz, żeby nie
upaść. Zderzyli się jednak ze zbyt wielkim impetem i obydwoje
upadli na posadzkę. Severus leżał na górze z twarzą w
mnóstwie włosów zasłaniających mu widok.
-
PANNO GRANGER!
Dziewczyna
podniosła na niego swoje miodowe oczy, w których błyszczało
zaskoczenie.
-
Pocałuj mnie – wyszeptała.
Rozchylił
usta patrząc w jej oczy...
-
Nie.
.
. .
Wstał
i odszedł.
Wielka
Sala rozbrzmiewała śmiechem i krzykami. Nic dziwnego, gdyż był to
dzień uroczystego zakończenia roku szkolnego. Gdy dyrektor wywołał
nazwisko prefekta naczelnego w sali wybuchł głośny aplauz.
Hermiona Granger – najlepsza czarownica jej pokolenia opuszczała
Hogwart z najwyższymi ocenami od czasów gdy Dumbledore był
studentem. Odebrała swój dyplom i podeszła do stojących w
rzędzie nauczycieli by odebrać gratulacje od każdego z nich.
Na
samym końcu stał profesor Snape. Na jego twarzy cały czas widniał
grymas niezadowolenia (jednak niektórzy mogliby oczekiwać, że
będzie się cieszył, gdy jego wróg - Harry Potter –
zniknie ze szkoły). Hermiona zbliżyła się do jego postaci ze
smutkiem w oczach, który zaraz przerodził się w
determinację. Podali sobie ręce i w chwili gdy Snape chciał
odejść, pociągnęła go za dłoń bliżej siebie.
-
Pocałuj mnie – powiedziała, gdy spojrzał w jej nabrzmiałe od
powstrzymywanych łez oczy.
Po
chwili pożerania wzrokiem jej ust pochylił głowę w jej stronę.
-
Nie – wyszeptał oddechem pieszcząc jej ucho.
.
. .
Męczyła
się nad swoim kotłem pomagając profesorowi Snape. Uzupełniali
zapas eliksirów na następny rok szkolny. Hermiona była
bardzo zaskoczona, gdy Severus przyjął jej pomoc nawet nie kręcąc
nosem. Myslała na początku, że zmienił nastawienie, ale okazało
się, że w tym roku wyjątkowo Mistrz Elskirów miał dużo do
zrobienia, a jako jedyny posiadał potrzebne umiejętności. Tak czy
inaczej, Hermiona była zadowolona, że może pracować u jego boku.
Kończyła
juz ostatnią partię Eliksiru Nasennego, gdy drzwi klasy otworzyły
się uderzając z impetem o futrynę. Świetnie. Znowu ma te swoje
humory – pomyślała Hermiona.
Jednak przez następne kilka chwil nic się nie wydarzyło.
Dziewczyna była pewna, że Snape poszedł do swojego gabinetu, więc
nerwowo podskoczyła, gdy nagle pojawił się za jej plecami.
Chciała,
żeby sprawdził jej prawie ukończony eliskir, ale nie śmiała
odwrócić się i poprosić go o to. Czuła ciepło jego ciała
tak blisko niej. Zamarła w oczekiwaniu. Zamknęła oczy, gdy poczuła
na szyi jego gorący oddech. W brzuchu poczuła motylki na mysl o tym
co może się zaraz stać. Jednak nic się nie stało.
-
Pocałuj mnie – wydyszała czując coraz większe pragnienie.
Przysunął
się bliżej, tak że mogła poczuć erekcję napierającą na jej
pośladki. Położył ręce na jej dniach spoczywających na blacie
przed nią i zaczął poruszać biodrami tak boleśnie powoli, że
wyjęczała:
-
Pocałuj mnie!
Pochylił
się trącając nosem jej szyję i przyciskając usta do wrażliwej w
tym miejscu skóry wyszeptał:
-
Nie.
Pozostała
tam zimna... i bardzo skrępowana.
Ciąg dalszy nastąpi...
wtorek, 12 lutego 2013
3. Cień
Tak jak obiecałam, zabieram się za tłumaczenie. Następny tekst będzie gotowy w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
Megan
Tytuł: Shadow
Autor: Opera777
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8149755/1/Shadow
Megan
___________________
Autor: Opera777
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/8149755/1/Shadow
___________________
Była tam, gdzie
zawsze wolała być tego dnia. Klęczała w śniegu przy obsydianowej
tablicy, ignorując ból w kolanach. W miejscach gdzie śnieg
stopniał i przemoczył pelerynę szczypała ją skóra. To
wszystko jednak było nieporównywalne z bólem w jej
sercu.
- Tak bardzo za Tobą tęsknię,
Severusie – rozległ się jej cichy szept – Czasem nawet nie wiem
jak mi się udaje przetrwać kolejny dzień. Gdzieś tam głęboko
cały czas czekam aż przejdziesz przez pokój albo zobaczę
Cię pochylonego nad książkami w bibliotece. Cały czas mam
wrażenie, że jesteś tam obecny. Tęsknię za tobą. Wiem, że to
egoistyczne z mojej strony, ale czasem prawie chciałabym, żebyś
został duchem. Nie byłabym wtedy taka samotna. Wiem, że nie
powinnam nawet tak myśleć. Przepraszam. Masz prawo być w końcu
wolnym od tego świata, wiem to. Minerva zapytała mnie czy nie
chciałabym zastąpić Cię na lekcjach eliksirów. Cały dzień
wypełniony Gryfonami i Ślizgonami z roczników od trzeciego
do szóstego. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Mogę sobie
wyobrazić Twoją reakcję. Nie wiem czemu Minerva nie pozwala
połączyć klas. To by wszystkim ułatwiło życie, ale McGonagall i
poprzedni dyrektor chcieli podążać za tradycją. Niestety dzień
pełen uczniów jest najmniejszym z moich zmartwień.
- Miałam trudności nawet z
dotarciem do klasy. Gdy tylko postawiłam stopę w korytarzu, jedynym
o czym mogłam myśleć, byłeś Ty. Wręcz oczekiwałam, że nagle
wyłonisz się zza zakrętu. Niemal czułam Twoje ramiona oplatające
moje ciało i słyszałam Twój oddech. Oddałabym wszystko by
znowu mieć Cię z powrotem. I tak stalibyśmy wtuleni w siebie, a
cisza wokół nas powiadziałaby mi o czym myślisz. - Hermiona
pociągnęła nosem i jedna duża łza potoczyła się po jej
policzku. - Pamiętasz tę noc, gdy powiedzieliśmy: „Pieprzyć to
wszystko.” i aportowaliśmy się w Paryżu? Spędziliśmy tam trzy
dni i to była chyba najbardziej impulsywna rzecz jaką kiedykolwiek
zrobiliśmy.
Ciemna postać
bezszelestnie przeszła przez cmentarz i zatrzymała się nieopodal
płaczącej kobiety. Srebrna główka laski połyskiwała w
świetle księżyca, gdy właściciel przekładał ją z ręki do
ręki w geście zniecierpliwienia. Był tam, bo pamiętał o swoim
przyjacielu, ale nie chciał odbierać tego czasu młodej kobiecie,
która miała do tego takie samo prawo jak on. Gdy tak stał w
ciszy, mógł usłyszeć jej szept niesiony mroźnym podmuchem
wiatru:
- Po namyśle jednak... uważam,
że to nasz pierwszy pocałunek był najbardziej impulsywny,
niespodziewany. Po prostu się stało. W środku naszej kłótni.
To była cudowna chwila. Wystarczyło, że o tym pomyslałam i już
byłam gotowa, żeby rozpocząć pierwszą lekcję z Gryffindorem i
Slytherinem - powiedziała łapiąc łzę spływającą po brodzie i
nie zdając sobie sprawy z obecności drugiej postaci - Nie wiem
nawet ile razy specjalnie trzasnęłam drzwiami. Po prostu chciałam,
żeby było tak jak dawniej, jak wtedy, gdy byłeś ze mną. Klasa
eliksirów wygląda teraz okropnie. Nowy Mistrz Eliksirów
sprawił, że przypomina bardziej schronienie niż laboratorium.
Wygląd składziku złamał mi serce. Próbowałam przywrócić
mu taki wygląd, jaki powinien mieć według Ciebie. Wiem, że nie
powinnam, bo on już nie jest Twój. Severusie, tak bardzo Cię
potrzebuję. Potrzebuję, żebyś mówił mi, że jestem
głupiutką kobietą i podstępnym Gryfonem. Kocham Cię tak bardzo,
że nie mogę wytrzymać z bólu, gdy Ciebie nie ma.
- Poprosiłam Minervę, żeby
pozwoliła mi porozmawiać z Twoim portretem, ale gdy już stanęłam
naprzeciw niego, wybuchnęłam płaczem i nie mogłam wykrztusić ani
jednego słowa. Mogę niemal zobaczyć grymas niezadowolenia na
Twojej twarzy. Naprawdę nie wiem co się stało z tą gryfońską
odwagą na którą zawsze narzekałeś. Może to mój
egoizm a może zwyczajne tchórzostwo. Po prostu nie chcę
stawiać czoła całemu światu sama.
Szlochając pochyliła się
nad nagrobkiem i co chwila ścierała rękawiczką z twarzy
błyszczące łzy. Postać stojąca za nią poruszyła się chcąc
podejść bliżej, ale zamarła, gdy dziewczyna znów zaczęła
mówić.
- Dla ciebie to pewnie jak
urodzić się na nowo, prawda? - zapytał wybuchając śmiechem –
Wiem, że prawdopodobnie śmierć była dla Ciebie czymś cudownym.
Mam nadzieję, że jest Ci dobrze tam, gdzie jesteś i że będziesz
czekał aż nadejdzie mój czas. Nie, nie zamierzam zrobić
niczego niedorzecznego, czy może – jakbyś Ty to określił –
gryfońskiego. Będę czekać na śmierć ogrzewając dni
wspomnieniami o Tobie. Ale ty! Ty oślizgły draniu! Nie masz pojęcia
jak bardzo trudne to będzie dla mnie. Przepraszam, wiem, że
nienawidzisz być tak nazywany, ale tak bardzo mi Ciebie brakuje...
Kocham Cię, Severusie Snape i nigdy nie przestanę.
Hermiona po raz kolejny
wybuchnęła nieprzerwanym szlochem nad grobem swojego męża. Jej
płacz boleśnie rozdzierał ciszę. Poczuła na twarzy dotyk
miękkiej chusteczki. Spojrzała w górę i napotkała wzrok
jedynej na świecie osoby, która wiedziała o niej i
Severusie.
Nie miała nigdy lepszego
przyjaciela niż on; był nawet świadkiem na ich ślubie. W te noce,
gdy Lucjusz nie był wzywany do Czarnego Pana, przychodził do
Hogwartu i siedział z Hermioną w kwaterach Snape'a, często
cierpliwie wysłuchując jej pełnych strachu i frustacji pretensji.
Posłała mu blady uśmiech.
- Tęsknię za nim, Lucjuszu –
powiedziała, a łzy znów zaczęły kapać po jej policzkach.
- Ja też, Hermiono – odrzekł
łapiąc ją za rękę – Wiem, że nie jestem nim, ale gdybyś mi
pozwoliła...
Przytaknęła wstając z
jego pomocą. Rzucił ogrzewający i osuszający czar na jej ubrania
i mocno otoczył ją ramionami. Przytuliła twarz do wgłębienia w
jego szyi.
- Dziękuję – szepnęła –
Dziękuję, że byłeś dla niego dobrym przyjacielem.
Ciii... - uciszył ją –
Proszę zamknąć oczy pani Snape i pozwolić mi być tym kogo
potrzebujesz.
Przymknęła powieki i
cofnęła się do czasów, gdy była asystentką swojego męża.
Próbowali wtedy ignorować rodzące się w nich uczucia kłócąc
się coraz głośniej i częściej. Trwało to do czasu aż
nauczyciele zamknęli ich w składziku, ale to co uważali za bolesne
zderzenie takich samych charakterów było tak naprawdę
rozkwitającą już miłością. Właśnie wtedy, w tym sładziku,
pocałowali się po raz pierwszy.
I to było jak eksplozja.
Miłość i namiętność rosły w nich w zastraszającym tempie.
Śmiała się z głupstw, które popełniali, gdy nie byli w
klasie. Przeszli długą drogę od szlabanów do randek. Czasem
Severus przeklinał swój brak logiki, gdy widział, że
Hermiona jest nim zainteresowana. Gdy została wybrana prefektem na
szóstym roku, otrzymała połączenie z kominkiem profesora
Snape'a i od tamtej pory mogli mieszkać razem pod samym nosem
dyrektora. Severus cieszył się z oszukiwania starego przełożonego
równie mocno jak z miłości Hermiony.
Dziewczyna wiedziała, że
Snape był przekonany, że nie przeżyje wojny. Dlatego w jej
osiemnaste urodziny poprosił ją o rękę w małej włoskiej
restauracji w Londynie. Wyglądał wtedy tak młodo, gdy jego oczy
jaśniały nadzieją i miłością do niej. Pokochała u niego ten
wyraz twarzy i nie musiała długo czekać by znowu go zobaczyć.
Pobrali się cztery miesiące później, pod koniec wiosny.
Lucjusz był ich świadkiem i jedynym gościem. Pomógł nawet
w kupnie sukni ślubnej i zorganizował im miesiąc miodowy w château
we Francji. Wrócili do szkoły pod koniec Świąt Bożego
Narodzenia i właśnie wtedy wszystko się zepsuło.
Zaczęło się od
Bellatrix, która zabiła dyrektora, co było zadaniem
Severusa. Harry i Ron pojechali szukać horokusów, podczas gdy
Hermiona została w zamku, w kwaterach Snape'a i patrzyła jak
wszystko powoli upada. Była w rezydencji Malfoyów kiedy Harry
i Ron zostali złapani. Nie widziała Lucjusza od dnia ich ślubu i
wystarczyło na niego spojrzeć, żeby domyśleć się dlaczego. W
nocy zszedł do lochów, złapał ją za rękę i błagał,
żeby była silna, bo on i Severus robią wszystko co w ich mocy.
Zobaczyła swojego męża dopiero, gdy uciekli z rezydencji.
Spieszyli do biura dyrektora i mogła zobaczyć jak gaśnie blask w
jego oczach, gdy na nią patrzył. Tej nocy trzymał ją tak mocno
jak nigdy w życiu. Cały czas powtarzał jak bardzo ją kocha,
zupełnie jakby chciał wyryć to w jej duszy i sercu na zawsze.
Przyrzekła mu, że nigdy nie pokocha nikogo oprócz niego.
Dwanaście godzin później spotkali się we Wrzeszczącej
Chacie i cieszyli się ostatnim pocałunkiem.
Hermiona czuła pod
policzkiem jak drży ciało Lucjusza i nie mogła powstrzymać się
od śmiechu.
- Coś nie tak, Lucjuszu?
Czyżby ktoś chodził po Twoim grobie? - Wiedziała, że pytanie
było co najmniej niewłaściwe, ale lepsze było to niż rozpaczanie
cały czas.
- Jeszcze jeden krok w lewo i
to ty będziesz tą osobą – rozbrzmiał głos nienależący do
Malfoya.
Hermiona
zamarła. Nie. To niemożliwe. A może jednak? Kobieta podniosła
wzrok powtarząjąc w duchu:
„Proszę, proszę, proszę...”.
- Severus?
- Hermiona.
Dziewczyna
przywołała się do rzeczywistości. To
nie może być prawda.
- Lucjuszu, to miłe z twojej
strony, ale nie musisz tego robić.
- Robić czego? - zapytał
Malfoy deportując się dwa metry od nagrobka, przy którym
stała Hermiona – Kochana pani Snape, właśnie trzyma pani w
ramionach najprawdziwszy oryginał.
Hermiona spojrzała w oczy
Severusa i uśmiechęła się.
- Naprawdę?
- Naprawdę – odpowiedział
uroczyście.
Dziewczyna sięgnęła w górę
i przyciągnęła go za klapy marynki do pocałunku. Całowali się
długo i wyjątkowo gwałtownie, jak gdyby chcieli się upewnić, że
naprawdę są tam razem. W końcu oderwali sie od siebie łapczywie
chwytając powietrze.
- Zdajesz sobie sprawę z tego,
że mam tysiąc pytań? - zapytała.
- Tylko tysiąc?
- Severusie?
- Hmm..?
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham, Hermiono
– powiedział przykrywając jej usta swoimi.
Koniec.
.
.
.
.
.
(prawie)
.
.
.
.
.
.
- Będziecie mieli coś
przeciwko przeniesieniu się w inne miejsce? - zapytał Lucjusz
ścierając śnieg z twarzy – Cholernie mi zimno.
Severus i Hermiona oderwali
się od siebie z głośnym cmoknięciem.
- Jak sobie życzysz, Lucjuszu
– powiedział Snape – Do rezydencji, jak przypuszczam?
- Oczywiście. Do biblioteki. -
odpowiedział – I tak przy okazji – wszystkiego najlepszego z
okazji urodzin, Severusie.
I aportowali się.
sobota, 9 lutego 2013
Informacja
Przez ostatnie miesiące nie miałam czasu na tłumaczenie, ale zamierzam powrócić na tego bloga i dalej publikować miniaturki. Zastanawiam się tylko czy nie zmienić tematyki tekstów. Chciałabym poznać Waszą opinię, jeśli w ogóle ktoś jeszcze tu zagląda. Zaczęłam tłumaczenie miniaturki, pt.: "Shadow" i zamieszczę je tutaj na początku przyszłego tygodnia. Tymczasem czekam na komentarze od tych z Was, którzy nie zapomnieli o tym blogu : D
Pozdrawiam,
Meg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)